Menonici

Zamiast wstępu

Panie Janku, czy to prawda, te baptyści modlą się do kota? Zapytała mnie sąsiadka, osoba pobożna, w której domu było sporo książek, telewizor a na ścianach jej mieszkania wisiały święte obrazki, krzyże i podobizna Madonny z dzieciątkiem, uplasowana nad głównymi drzwiami.

Jako osoba z maturą była pracownikiem umysłowym nie pośledniej instytucji.

Było to w latach 60 tych, kiedy to Polskie Radio nie nadawało jeszcze audycji religijnych i nie oświecało społeczeństwa w delikatnej materii niekatolickich wyznań.

Pytanie sąsiadki pozwoliło mi nie tylko zapewnić ją, że baptyści nie modlą się do kota („kocia wiara", określenie po­pularne w okresie międzywojennym), ale także nieco szerzej poinformować o tym wyznaniu, w rezultacie czego miła sąsiadka zaczęła czytać Biblię. I o zgrozo sympatyzować z baptystami...

W starej dzielnicy Gdańska, koło kolejowych torów jest uliczka nosząca do dziś nazwę ulicy Menonitów. U jej wylotu stoi dziwna budowla, przypominająca dawną kaplicę. Na ścianie tego budynku widnieje napis głoszący, że jest to budowla zabytkowa. Rzeczywiście, jest to jedyny w Polsce unikalny ślad wiary i życia tych ludzi, o których mówi ni­niejsza książka.1

Oni, menonici, przezywani niechlubną nazwą „anabaptyści”, których spadkobiercami w pewnym stopniu są współcześni baptyści, również nie modlą się do kota...

Poznanie ich wierzeń i życia zapewne wzbudzi pożyteczne refleksje u czytelnika ceniącego prawdę, także tę histo­ryczną, szukającego głębszego sensu życia, a być może tęskniącego za chrześcijaństwem autentycznym.

tłumacz

Luty, 1991 rok

Gleba, z której wyrosło życie Kościoła Menonitów

Początek i wzrost Kościoła Chrześcijańskiego do Reformacji

Ponad dziewiętnaście wieków temu, przyszedł Jeden na ziemię z chwały niebios, Jednorodzony Syn od Ojca, pełen łaski i prawdy, Jezus Chrystus, Zbawiciel świata. Uniżył się przyjąwszy postać sługi, i był posłuszny aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Ten sam Jezus nakłania ludzi, aby uwierzyli w Niego, poznawali Go i naśladowali. A tym, którzy uwierzyli dał moc, aby się stali synami Bożymi; i z nimi to jako uczniami wierzącymi, On sam, skała, założył Kościół swój, którego bramy piekielne nie przezwyciężą.

Temu Kościołowi zwierzył Jezus wielkie dzieło misyjne: Iść na cały świat i głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, ucząc przestrzegać wszystkiego, cokolwiek On przykazał. W dzień Pięćdziesiątnicy, w 30 roku po Chrystusie, w mieście Jerozolimie, wyposażył swój Kościół w moc Ducha Świętego, sprawiając, że uczniowie byli w stanie zwiastować Jego Ewangelię w mocy ku zbawieniu nieprzeliczonych tysięcy ludzi.

Teraz my jesteśmy dziedzicami wiary i życia tego Kościoła. Ponieważ ci pierwsi Jego uczniowie i spadkobiercy bez przerwy rozpowszechniali Ewangelię po krańce ziemi, budując Kościół w każdymi kraju, wstępując w ślady Je­zusa i zachowując Jego przykazania, wkroczyliśmy przez to i my w Królestwo Boże, stając się uczniami Chrystusa.

Nieprzerwany poprzez wieki łańcuch wiary, nieustające głoszenie Ewangelii, pełne oddania uczniostwo chrześcijan w ciągu stuleci, to wszystko przekazało nam Ewangelię, która czyni nas współdziedzicami w Chrystusie. Dzięki nim jesteśmy dziś chrześcijanami.

Jest faktem, że my także dokonaliśmy własnego wyboru; zaakceptowaliśmy Chrystusa jako naszego Zbawiciela posta­nawiając zachowywać Jego słowo. Ta sposobność nigdy by do nas nie dotarła gdyby jej nie było w Kościele w ciągu minionych dziewiętnastu wieków.

Współcześni menonici pochodzą z plemion teutońskich, tworzących dzisiaj Szwajcarię, Niemcy i Holandię, niegdyś żyjących w mroku pogaństwa do czasu, kiedy w Średnio­wieczu misjonarze Kościoła dotarli do nich przynosząc im Ewangelię. Jako Szwajcarzy, Holendrzy i Niemcy byli ludź­mi ewangelizowanymi w VII i VIII wieku na modłę Kościoła Rzymsko-Katolickiego i w takim stylu wierzyli i modlili się do czasu Reformacji w wieku XVI. Jakiego rodzaju był to Kościół, który wprowadził naszych teutońskich przodków do owczarni Jezusa?

Był nim Kościół Katolicki jako kontynuator wczesnego Koś­cioła założonego w Jerozolimie w dzień Pięćdziesiątnicy w 30 roku po Chrystusie, który dzięki dzielnym misjonarzom rozrastał się po całym świecie i stopniowo, około 1000 roku rozprzestrzenił chrześcijaństwo w Europie. Było to wielkie osiągnięcie. My dzisiaj w nowożytnych czasach, z potężnymi organizacjami misyjnymi nie możemy równać się owym zwycięskim zdobywcom ówczesnego świata, w którym żyli. Z tego to powodu jesteśmy pełni uznania dla wczesnego Kościoła i podziwiamy jego wiarę i moc.

Jednakże wraz z wielką ekspansją i misyjnymi osiągnięcia­mi, razem z rozkwitem prawdziwej wiary oraz uwielbienia Boga i Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela, stwierdzamy coś niezwykłego i niesamowitego, co pojawiło się w Kościele jako rzecz nie tylko niepożądana, lecz zdecydowanie zła. Oto prosta wiara i organizacja, czyste życie i owocna praca nowotestamentowego Kościoła przerodziła się w skompliko­waną organizację, w znacznym stopniu pełną błędnych nauk o żałośnie upadającej moralności. Wiele z cennego dzie­dzictwa wiary wczesnego Kościoła zostało zaprzepaszczone tymi zmianami i ostatecznie pod wieloma względami Koś­ciół Katolicki wieków średnich przestał był Kościołem Chry­stusa. Oto niektóre z tych zmian. Prześledźmy je kolejno.

Na pierwszym miejscu trzeba zauważyć podstawowy fakt, że Chrystus założył Kościół składający się wyłącznie z wierzących, mężczyzn i kobiet, którzy osobiście uwierzyli w Jezusa, którzy wiedzieli, że ich grzechy zostały im przebaczo­ne, którzy oddali swe życie Jemu jako Panu, w pełni ufności i posłuszeństwa.

W ciągu następnych wieków wytworzył się zwyczaj włączania do Kościoła wszystkich, głównie poprzez obrządek chrztu nie­mowląt, zaraz po urodzeniu. W ten sposób Kościół przestał być społecznością ludzi, którzy pokutowali ze swych grze­chów, stając się nowonarodzonymi z Ducha Bożego. Raczej cała ludność danego kraju stawała się formalnie chrześcijań­ska. Wielu z tych ludzi było prawdziwie wierzącymi, lecz jeszcze więcej było chrześcijan nominalnych z tradycji, pra­ktykujących jedynie zwyczaje swych czasów. Formalnie byli oni chrześcijanami, lecz bez wewnętrznego serdecznego prze­życia zbawienia i bez życia w świętości i przestrzegania przykazań Chrystusa.

Druga sprawa: Sama organizacja Kościoła przekształciła się z prostej, praktycznej formy rządzenia, pod przewod­nictwem miejscowych starszych i sług - w eklezjastyczną instytucję z centralną władzą w rękach biskupów, arcybi­skupów i na samym szczycie w rękach papieża. W takim Kościele członkowie stali się poddanymi Kościoła, w rzeczywi­stości poddanymi księży i biskupów tworzących rzeczywiście Kościół. Wielu z księży i biskupów nie było godnych swych stanowisk ani władzy jaką posiadali, nie mówiąc już o tym, że taka forma rządów nie jest według Nowego Testamentu właściwą formą ustrojową Kościoła.

Trzecia sprawa: Kontakt z Bogiem nie był możliwy inaczej jak tylko przez kapłanów Kościoła. Boże błogosławieństwo i Jego łaska mogły być otrzymywane jedynie przez posługę kapłanów, dzięki specjalnym ceremoniom nazywanym siedmio­ma sakramentami, włączając w to chrzest, Wieczerzę Pańską (komunia) i inne podobne obrzędy. Tak, więc dla prze­ciętnego chrześcijanina życie chrześcijańskie nie oznaczało wiary w Chrystusa ani osobistego doświadczenia łaski od Boga, ani też posłuszeństwa nauce Chrystusa i apostołów zawartej w Nowym Testamencie, lecz raczej posłuszeństwo kapłanom, uczestniczenie w kościelnych ceremoniach oraz posłuszeństwo przepisom kościelnym przedkładanym przez kapłana a często sprzecznym z Ewangelią.

Czwartą sprawą była kwestia zbawienia: Nie przyjmowano go jako dar przez wiarę w Chrystusa, lecz poprzez wykonywanie uczynków wymaganych przez Kościół. Wielka nauka przedstawiona przez apostoła Pawła w Liście do Rzymian i całej Biblii, ukazująca, że przebaczenia grzechów dostę­puje człowiek dzięki kosztownej ofierze Chrystusa na krzyżu, w rzeczywistości została poniechana. Zamiast tego wpro­wadzono formalny system religijny i wiarę w ceremonie ko­ścielne i dobre uczynki, co przypomina pewne bardziej roz­winięte religijne obrządki pogan. Na to, że wiele ludzi miało głód w sercach i nie doznawszy Ewangelii nie miało pokoju z Bogiem i szukało czegoś głębszego niż to, co posiadali, Kościół nie zwracał uwagi. Nieustanne poszukiwanie prawdziwego żyda złączonego z Chrystusem w Bogu przejawiało się w tworzeniu coraz to liczniejszych nowych form zewnętrznej religijnej aktywności nie dającej jednak zaspokojenia tego duchowego głodu. Brak wewnętrznego po­koju i stałe poszukiwanie czegoś lepszego spowodowały, że za poradą duchownych Kościoła, wiele osób, tak mężczyzn jak i kobiet decydowało się na wstępowanie do klasztorów i zakonów licznie powstających w okresie Średniowiecza. Tam też, rezygnując z normalnego życia, pozbawiając się przywileju małżeństwa i posiadania rodziny, osobistej włas­ności, niezależności i wolności, przez czynienie dobrych uczynków, daremnie spodziewano się dostąpić owego wszędzie poszukiwanego pokoju.

Piąta ważna przyczyna upadku Kościoła: to fakt, że ogół chrześcijan nigdy nie miał możności czytania Nowego Tes­tamentu bezpośrednio (rozpowszechniano inne pisma) i mu­siał uczestniczyć w nabożeństwach odprawianych po łacinie, nie rozumianej powszechnie, a ponieważ rzadko, kiedy kazano Ewangelię i nakłaniano ludzi do świętego życia, mogącego się rozwijać jedynie poprzez głoszenie czystego Słowa Bożego, coraz bardziej opadał poziom moralnego życia.

Ogromne rzesze chrześcijan nie znały tych wszystkich ideałów życia, jakie dzisiaj chrześcijanie uznają za obowią­zujące, i to nie, dlatego, że tamci ludzie chcieli być źli, lecz że nie wiedzieli o tym, jak można żyć inaczej. Poprzez wieki rozwijały się formy życia dalekie od chrześcijaństwa. Garstka możnych ziemian uciskała chłopów tak dalece, iż właściwie byli oni niewolnikami swych panów. Panoszyła się niespra­wiedliwość, przemoc i nadużycia. Niemoralność, ucisk, gwałty rozpanoszyły się powszechnie. Wielu kapłanów i biskupów Kościoła wiodło życie bardziej niemoralne niż życie prostych ludzi. Zwyciężał grzech.

Jest zdumiewającym, że w zalewie zdemoralizowania jaki ogarniał przez całe wieki życie Kościoła, żywa i prawdziwa wiara zdołała w ogóle przetrwać. Zawdzięczać można to dwóm faktom.

Po pierwsze, wbrew temu, że Pismo Święte nie było dostę­pne powszechnie i czytali je po łacinie jedynie kapłani, Pismo Święte zostało zachowane od zagłady. Trwało, zawie­rając dla każdego prawdę Ewangelii zdolną do spowodowania przebudzenia.

Po drugie, istnieli wierni i oddani naśladowcy Chrystusa we wszystkich wiekach, choć liczba ich była mała, czasami nawet bardzo mała.

Tam i ówdzie pozostawały jednostki usiłujące wbrew pow­szechnemu zepsuciu Kościoła, żyć życiem świętym i czys­tym. Także istniały gdzieniegdzie małe zorganizowane grupy usiłujące odnowić i zreformować Kościół. Od czasu do czasu pojawiały się przebudzenia w rezultacie, czego tysiące chrześcijan poznawało coś wartościowszego dla życia. Ciągle na nowo powtarzały się także prześladowania tych grup, nie­kiedy okrutne i krwawe, kończące się męczeństwem tysięcy wiernych. Nie wiele wiemy o tych gorliwych chrześcijanach żyjących w dawnych wiekach, choć o kilku ich przywódcach informacje dotrwały do naszych czasów. Były to grupy Waldensów pod przywództwem Piotra Waldo z Lyonu (Francja), około 1170 roku, Braterstwa Wspólnoty Życia pojawiające się w Holandii i Niemczech począwszy od XIV wieku. Liczniejsze i silniejsze ruchy reformatorskie wchodzą na widownię po roku 1300, jak na przykład ruch pod wodzą wpływowego reformatora Jana Wiklifa (1324-1384) w Anglii, Jana Husa (1370-1415) w Czechach. Jednak prześladowania były tak silne, że nie powiodła się żadna próba reformy Kościoła na większą skalę.

Pośród tego mroku Bóg w swej łaskawości i mocy sprawił, że wreszcie nastąpiło wielkie przebudzenie. To przebudzenie znane jako Reformacja protestancka, stanowi w historii największe wydarzenie od czasów apostolskich.

Reformacja i jej owoce

Wielkie przebudzenie, jakie nastąpiło w Kościele w wieku XVI, nazwane Reformacją Protestancką, jest przedmiotem szczególnego zainteresowania menonitów, ponieważ z tego przebudzeniowego ruchu zrodził się Kościół Menonitów. Winniśmy, przeto dokładniej poznać, co się wydarzyło w Szwajcarii, Niemczech i Holandii w czasach Reformacji, aby wiedzieć, jak powstawał Kościół Menonitów.

Dzięki Bożej opatrzności pojawił się w Niemczech na początku XVI wieku przywódca, mający wizję tego, czym powinno być w świetle nauki Chrystusa i apostołów zawartej w Nowym Testamencie przeżycie zbawienia. Ponieważ sam się poprzez własne przeżycie przekonał, że jedynie przez wiarę w odku­pieńcze dzieło Chrystusa jest możliwe, aby grzesznik otrzymał przebaczenie grzechowi dostąpił pokoju z Bogiem, i ponieważ odczuł, że to wielkie przeżycie usprawiedliwienia jedynie przez wiarę jest sednem Ewangelii, człowiek ten był niepo­wstrzymanie pędzony do świadczenia o tej wielkiej prawdzie i ogłaszania jej wszędzie. Tym przywódcą był Marcin Luter (1483-1546), większość swego życia mieszkający w mieście Wittembergii (Saksonia), około 120 km na południowy zachód od Berlina.

Jednocześnie z głębokim oddaniem się wielkiej prawdzie Ewangelii, jaką odnalazł przeżywając ją osobiście, Marcin Luter został niezłomnie przekonany o tym, że jedynie Słowo Boże ma być źródłem chrześcijańskiej wiary i przez nie może człowiek dochodzić do wiary i chrześcijańskiego życia według Ewangelii.

Marcin Luter nie tylko przekonał się o tej fundamentalnej prawdzie usprawiedliwienia jedynie przez wiarę opartą wy­łącznie na Bożym Słowie, ale posiadł mocny charakter i silną wolę. Znalazłszy prawdę o Bogu był zdecydowany poddać jej swe życie, niezależnie od tego, co taka decyzja może spowodować. Będąc młodym profesorem Uniwersytetu w Wittembergii pierwszy zaczął głosić i oznajmiać prawdy, na których oparła się cała Reformacja. Jako zdolny mówca i pisarz, znalazł szeroki oddźwięk pośród swych studentów, oraz chrześcijan swego miasta a także w całych Niemczech, a później w całej Europie. Wszędzie ludzie byli głodni Ewangelii, którą on ponownie odkrył. Z radością i gorliwie zaczęli odnajdywać drogę do Boga przez wiarę w Chry­stusa i pozostawiając zdegenerowany i skorumpowany Kościół Rzymsko-Katolicki, z jego nauką o zbawieniu przez uczynki, z zabranianiem ludziom czytania Biblii i okropnym, nakładanym przez kapłanów na lud brzemieniem ceremonii i formalizmu.

Tak, więc zaledwie w kilka lat po ogłoszenie przez Marcina Lutra pierwszych odkrywczych tez, to jest w 1517 roku, tysiące chrześcijan we wszystkich częściach Europy podniosło jego sztandar. Luter nie zamierzał tworzyć nowego Koś­cioła, chciał raczej zreformować stary. Wkrótce jednak prze­konał się, że władze Kościoła Rzymsko-Katolickiego są zde­cydowane zniszczyć go i ruch, jaki swymi kazaniami wywołał.

Dlatego w 1525 roku doszedł do wniosku, że nie ma innego wyjścia, jak zorganizowanie nowego Kościoła, zrywającego z katolickimi praktykami, doktrynami i organizacją. Chodziło mu o kształtowanie wiary, życia i organizacji według No­wego Testamentu, i tak powstał Kościół znany odtąd jako Luterański lub Ewangelicki Kościół w Niemczech.

W zaledwie kilka lat Kościół ten rozprzestrzenił się w większości północnych i środkowych Niemiec, w całej Danii, Norwegii, Szwecji i Finlandii jak również w wielu innych zakątkach Europy.

Luteranizm stał się ruchem tak potężnym, iż wydawało się, że zaleje całą Europę i zmiecie doszczętnie Kościół Rzymsko-Katolicki.

Jednakże Marcin Luter nie wytrwał w swych pierwotnych intencjach ugruntowania czystego chrześcijaństwa opartego wyłącznie na Nowym Testamencie. Był zbyt mocno prze­siąknięty i związany w swym myśleniu tradycją i zwyczajami przeszłości; nie zdecydował się na w pełni nową drogę i zerwanie z katolickimi praktykami. Pierwotnie zamierzał założyć Kościół złożony jedynie z wierzących, lecz widząc niski stan moralności ogółu ludu, zląkł się, że takim postawieniem sprawy może spowodować, iż wielu ludzi pozosta­nie poza Kościołem Ewangelickim i w ten sposób będzie pozostawionych Kościołowi Katolickiemu. Stosownie do tej sytuacji postanowił przyjmować wszystkich ludzi do nowego Kościoła powierzając ich opiece wybranym przez siebie przy­wódcom, charakteryzującym się duchowością, ażeby wprowa­dzali nie uduchowiony lud w głębsze doświadczenia wiary.

W ten sposób Kościół Ewangelicki stał się Kościołem pań­stwowym, z chrztem niemowląt, nie decydującym się na wy­kluczanie ze swych szeregów osób winnych przestępstw i grzechów.

Ideę powszechnego Kościoła państwowego przejął Luter od Kościoła Katolickiego. Nie przejął jednak systemu ustro­jowego z jego sposobem rządzenia przez biskupów, arcy­biskupów i papieża.

Kompromis Lutra był bardzo poważny. Był przyczyną niemo­żliwości ustanowienia rzeczywiście czystego, ewangelicznego nowotestamentowego Kościoła, opartego na nauce Chrystusa i apostołów. Zabrakło w Kościele właściwej dyscypliny. Wielu chrześcijan pozostawało winnymi niechrześcijańskiego życia, mimo że stali się członkami Kościoła Ewangelickiego, żyli jak dawniej, gdy byli katolikami. Wielu nie rozumiało należycie nauki Lutra o duchowej wolności i zbawieniu przez wiarę. Mniemali oni, iż jak długo wyznają nowe nauki, nie muszą zwracać uwagi na jakość swego życia. W wielu luterańskich okręgach moralność spadła niżej moralności w Koś­ciele Katolickim. Widzimy więc, iż w ruchu luterańskim pojawiło się dużo dobrego lecz także i dużo złego.

W nauczaniu o usprawiedliwieniu z wiary uczyniono ogromny krok na przód, lecz jeszcze więcej pozostawało do zrobienia. Zawdzięczamy Lutrowi bardzo wiele, lecz nie możemy zapo­minać i tego, że jako menonici, nie godzący się na zaakcepto­wanie luterańskiego systemu kościelnego, byliśmy z tego powodu przez luteran w owym czasie prześladowani.

Ciężki zarzut tkwi na Lutrze i jego ruchu: Luter godził się a nawet popierał czynnie zasadę, według której władcy danego terytorium decydowali o religii, jaką mieli wyznawać ludzie tam zamieszkujący a dla zapewnienia realizacji tej za­sady używano przemocy i prześladowań w stosunku do ludzi nie akceptujących religii władcy. Ta zasada pozostawała w mocy także po Reformacji, co spowodowało surowe prześladowania i śmierć tysięcy ludzi, zwłaszcza naszych przodków, menonitów.

Kiedy Reformacja zataczała coraz szersze kręgi, w Europie pojawiali się obok Marcina Lutra inni przywódcy, bardziej bezkompromisowi w zrywaniu więzi katolicyzmem. Ci przywódcy mogą być zaszeregowani do grupy nazywanej Kalwińską lub Reformowaną.

Ponieważ pierwsi anabaptyści czy menonici pojawili się w Szwajcarii, gdzie dominował ruch reformatorski protes­tantów, zapoznamy się z tym ruchem nieco bliżej.

Pierwszym przywódcą z tej grupy był Ulrich Zwingli (1484-1531), protestancki kaznodzieja w Zurychu (Szwajcaria) od 1519 do 1531 r. Tak Zwingli jak i jego następcy ogólnie zgadzali się z naukami i polityką luteran, lecz w jednej sprawie różnili się zasadniczo. Uważali, że polecenie chrztu i Wieczerzy Pańskiej mają jedynie symboliczne znaczenie i same w sobie nie są żadnym przekaźnikiem Bożej łaski i błogosławieństwa. Te różnice były wystarczającym powo­dem do tego, by zwolennicy Zwinglego nie łączyli się z luteranami. Dodatkowo, zwingliści byli skłonni kłaść większy nacisk na wymaganie od chrześcijan sprawiedliwego życia podkreślając naukę o posłuszeństwie Bogu jako waż­niejszą niż tylko samo wewnętrzne przeżycie odpuszczenia grzechów.

Ogólnie więc, reformowany ruch Zwinglego był bardziej radykalny w usiłowaniu praktykowania chrześcijańskich zasad życia. W kwestii wyznawania religii władcy danego terenu był Zwingli, jak luteranie, zwolennikiem Kościoła państwowego. Jako reformator Zwingli nieustannie głosił swą naukę w Zurychu aż do swojej śmierci w roku 1531, wywierając wielki wpływ na Reformację Szwajcarską.

Większość mieszkańców Szwajcarii, północnych Alp oraz południowo-zachodnich Niemiec stało się zwolennikami Zwinglego.

Krótko po śmierci Zwinglego pojawił się inny wielki przy­wódca reformatorski, stając się główną postacią odgałę­zienia Reformacji Protestanckiej. Mimo, że był Francuzem działał głównie jako przywódca protestantów w Genewie (Szwajcaria). Był nim Jan Kalwin (1509-1564).

Kalwin był obok Lutra jednym z największych przywódców chrześcijańskiego Kościoła i najbardziej wpływową postacią w historii protestanckiej Reformacji. Człowiek o nadzwyczajnych zdolnościach jako pisarz i mówca, głęboko oddany sprawie poprowadzenie Kościoła do pełnego posłuszeństwa Bożej woli, oddał siebie i swe bogate dary umysłu i charak­teru usilnym staraniom o założenie w pełni protestanckiego Kościoła. Dzięki jego wpływowi wydawało się w pewnym momencie, że cała Francja stanie się protestancka, lecz, niestety, siła katolicyzmu była zbyt wielka i ostatecznie katolicy byli w stanie siłami armii zgnieść i obalić niemal w całości francuski ruch Reformacji. Pozostała tylko garstka spadkobierców, najczęściej nazywanych hugenotami.

W międzyczasie rozszerzył się wpływ pism Kalwina, a jego główne dzieło opublikowane w 1536 roku, pod tytułem: Zasady Chrześcijańskiej Religii wywierało nadzwyczaj duży wpływ. Uchodźcy z Anglii i Szkocji odwiedzali Kalwina w Ge­newie i pouczeni wracali do domów zdecydowani szerzyć jego nauki w Anglii i Szkocji. Jeden z takich uchodźców, Jan Knox (1515-1572) stal się przywódcą Szkockiej Reformacji, wprowadzając do tego kraju kalwinizm jako formę protes­tantyzmu. Wywarł on największy wpływ jako kaznodzieja w Edynburgu (1559-1572).

Ponieważ tak Kalwin jak i Knox wprowadzali w każdej lokalnej społeczności zarządzanie Kościołem poprzez zespół starszych i prezbiterów, Szkocki Kościół stał się znanym jako Kościół Prezbiteriański, choć oficjalna jego nazwa brzmi: Kościół Szkocji.

Jakkolwiek w Anglii Reformacja pozostawała pod dużym wpływem nauki Kalwina i jej nauki były w większości kalwińskiego charakteru, Kościół nie stał się tam nigdy prezbiteriańskim.

W Holandii, po roku 1560, kalwinizm stawał się głównym wyz­naniem, kiedy Kościół Reformowany stał się już ustabilizo­wanym Kościołem.

W Anglii Reformacja miała przebieg burzliwy, lecz po długim okresie wzlotów i upadków, pomiędzy rokiem 1531-1580, za panowania Królowej Elżbiety, ostatecznie zdobyła Anglię.

I tak Kościół w Anglii od strony doktrynalnej pozostał przeważnie kalwińskim, lecz ustrojowo episkopalnym2. Po Lutrze Reformacja uczyniła wielki postęp na przestrzeni jednej generacji. Lecz Rzymsko-Katolicki Kościół nie przes­tał istnieć. Raczej zebrał wszystkie swe siły ażeby w zawziętej walce wyprzeć protestantyzm, zniszczyć jego kościoły i przywrócić utracone terytoria pod władanie owczarni „Kościoła-matki”. Rozpoczął się wielki konflikt trwający ponad sto lat (1521-1648). W końcowym jego okresie katolickie kraję zaan­gażowały się głęboko w tę wojnę, wyniszczającą kraje pro­testanckie. Ten okres walk trwający od 1618 do 1648 roku, nazywany jest „Wojną trzydziestoletnią". Na koniec żadna ze stron nie zwyciężyła. W roku 1648 obie strony zgodziły się na wzajemną tolerancję. Ostatecznie, niemal po półtora wieku, sytuacja religijna w Europie ustabilizowała się.

Większość północnej Europy włączając Skandynawię, dwie-trzecie Niemiec, większość Szwajcarii, całą Holandię, całą Anglię i Szkocję, niektóre tereny Francji i Węgier stały się protestanckie. Pozostałe części Europy, łącznie z Francją, Hiszpanią i Portugalią, Włochami, Austrią, Czechami i Polską pozostały katolickimi. Europa wschodnia, łącznie z Rosją i Bałkanami będąc w owczarni Greckiego Kościoła Ortodoksyjnego, nigdy nie była pod wpływami protestanckiej Reformacji. Ta część Europy wydaje się być częścią innego świata.

Skutki Reformacji dla rozwoju Kościoła Chrystusa były wielkie i przyniosły mu błogosławieństwo. Połowa Europy została wyzwolona z uśmiercającej niewoli rzymskiego ka­tolicyzmu. Wielu milionom chrześcijan stworzona została możliwość osobistego czytania Biblii, osobistego przyzy­wania chrześcijańskiej, ciepłej społeczności i zwiastowania całemu światu Ewangelii zbawienia z łaski przez wiarę w Chrystusa. Stopniowo niewola zabobonu, strachu, i zewnętrznej religijności została przezwyciężona a nowy i rzeczywiście postępowy a witalny typ chrześcijaństwa został ugruntowany. Gdyby nie posłużyło to do powstania potężnego Kościoła państwowego z jego nietolerancją i prze­śladowaniami tych, co nie akceptują tego Kościoła, byłby możliwy jeszcze szybszy postęp. Lecz nawet mimo to protestanckie kraje Europy, zwłaszcza Anglia, Niemcy, Holandia i Szwajcaria stały się od owych czasów wiodącymi w postępie tak duchowym jak materialnym. Lecz należy pamiętać, że wraz z tymi wszystkimi błogosławieństwami, Reformacja nie spowodowała satysfakcjonują­cego powrotu do w pełni oryginalnego chrześcijaństwa, jakie Chrystus ukazał. Jej największą słabością było zaniechanie nauki kładącej nacisk na przekształcenie życia i społeczeństwa na życie w pełni chrześcijańskie, to jest zupełnie posłuszne nauce Chrystusa. Ten błąd zapropono­wali naprawić anabaptyści menonici.

Pierwsi menonici i ich wierzenia

Powstanie Kościoła Menonitów w Szwajcarii (1525 )

Kościół menonitów powstał w Szwajcarii w czasach Refor­macji. Założycielami jego byli zwolennicy Ulrich Zwinglego, którzy nie mogli zaakceptować kompromisów, jakie on i Luter poczynili na rzecz utrwalenia systemu protestanckiego Kościoła państwowego. Tak oni jak i wielu im podobnych w zachodniej Europie oczekiwało pełnej reformacji Kościoła i przywrócenia nowotestamentowego chrześcijaństwa, zgod­nego z nauką Jezusa i Jego apostołów. Pragnęli oni Kościo­ła składającego się wyłącznie z wierzących, mężczyzn i ko­biet mających osobiste doświadczenie Boga, i którzy swoje życie oddali bez zastrzeżeń posłuszeństwu Bożemu Słowu. Pragnęli nie półchrześcijaństwa naśladującego świeckie zwyczaje i tradycje przy zachowywaniu jedynie zewnę­trznych form pobożności, ale zapierając się jej mocy. Byli to ludzie, którzy dokończyli Reformacji, którą Luter i Zwinglii rozpoczęli. Oni byli założycielami Kościoła Menonitów.

Należy pamiętać, że założyciele Kościoła Menonitów w Szwaj­carii nie nadali nazwy „menonici” dla nowego Kościoła.

Tę nazwę, jako przezwisko, nadano temu Kościołowi znacznie później. Nawet do dnia dzisiejszego menonici w Szwajcarii nie używają jej jako swej oficjalnej nazwy. Nazwa menonici była nadana odgałęzieniu Kościoła założonego w Holandii, którego przywódcą stał się w roku 1536 Menno Simons.

Nastąpiło to znacznie później, kiedy nazwa „menonici” zosta­ła przeniesiona z Holandii do Niemiec i Szwajcarii a na ko­niec do Ameryki. Pierwszą nazwą Kościoła w Szwajcarii było proste określenie: „Bracia”. Ci Bracia nie używali innej nazwy. Ponieważ „Bracia” byli w różnych częściach Europy, z czasem pojawił się zwyczaj wiązania nazwy Kościoła z osobą, która pierwsza założyła Kościół Braci w Szwajcarii. Przeciwnicy Braci nazwali ich „anabaptystami”, ponieważ Bracia odrzucili obrządek chrzczenia niemowląt jako nie­ważny i nastawali na chrzczenie osób dorosłych na pod­stawie wyznania wiary, zgodnie z nauką Jezusa. Nazwa: „anabaptysta” oznaczała dosłownie „nowochrzczeniec”.

W historii wczesny Kościół Menonitów w Szwajcarii i gdzie indziej w Europie, występuje pod formalną nazwa Anaba­ptystów. Jest to fakt mylący, ponieważ inne grupy wy­znaniowe, czasami podobne do menonitów, zwłaszcza jeśli idzie o chrzest dorosłych, były także nazywane anabaptys­tami, choć niektóre z nich zasadniczo różniły się w wielu kwestiach od poglądów autentycznych menonitów.

Miejscem narodzenia Kościoła Menonitów (1925) jest Zurych (Szwajcaria). A było to tak: Miejska Rada Zurychu zdecy­dowała usunąć z Zurychu małą grupkę przyjaciół, której przewodził Konrad Grebel, Feliks Manz i Jerzy Blaurock, bowiem odmówili oni ochrzczenia swych dzieci nalegając na całkowite spełnienie obiecanych przez Zwinglego zamie­rzeń reformacyjnych. Przed podjęciem ostatecznych decyzji Miejska Rada zdecydowała dać Braciom możność obrony swoich poglądów w publicznej debacie, podczas której Zwinglii i jego przyjaciele mieli obalić argumenty przeciwko chrzczeniu niemowląt. Skoro tylko debata się zakończyła Miejska Rada surowo zakazała braciom zbierania się, nau­czania i utrzymywania społeczności.

I tak ta maleńka grupa oddanych prawdzie braci, przekonanych w swych sercach, iż powinni postępować w pełni zgodnie z nauką Nowego Testamentu, usiłujących przywrócić Kościół do wzoru pozostawionego przez Chrystusa i apostołów, stanęła wobec groźnej alternatywy.

Jeżeli zrezygnują ze swych przekonań, będą nieuczciwi wo­bec własnych sumień, a jeśli nie poddadzą się decyzji Rady, staną się obiektem prześladowań i będą aresztowani.

W tej pełnej napięcia sytuacji zeszli się razem na wspólną modlitwę, szukając Bożego przewodnictwa. Było to 21 stycznia 1525 roku. Przekonani o tym, iż otrzymali to prze­wodnictwo, podjęli decyzję założenia ścisłego braterstwa wierzących na podstawie wyznania wiary i chrztu. Na tymże zebraniu ochrzcił jeden drugiego. Konrad Grebel Jerzego Blau-rocka, a Blaurock ochrzcił pozostałych członków grupy. Z zebrania tego wyszli z radosnym przeświadczeniem, że powinni kontynuować spotkania, nauczać i głosić wiarę zgromadzając ludzi wszędzie i nauczając, aby się stawali członkami ciała Chrystusowego, czyli Kościoła.

Tak, więc Kościół Menonitów został założony na zebraniu modlitewnym.

Historia tego spotkania, zawarta w zeznaniu naocznego świadka zapisana w Hutteriańskiej Kronice, jest tak ważna i wzruszająca, iż warto przytoczyć choć jej fragmenty:

„Konrad Grebel, Feliks Manz oraz inni zebrali się razem i stwierdzili zupełną jednomyślność we wierze. Zrozumie­li w szczerej bojaźni Bożej, że najpierw trzeba otrzymać z Bożego Słowa i jego zwiastowania prawdziwą wiarę czynną przez miłość, a następnie otrzymać prawdziwy, chrześcijański chrzest na podstawie wyznania wiary, jako owoc dobrego sumienia przed Bogiem (1 P 3, 21), nadto także gotowość służenia Bogu w pobożności świętego, chrześcijańskiego życia oraz wytrwałości w doświadcze­niach i prześladowaniach aż do końca”.

I stało się później to, że kiedy byli razem zgromadzeni, iż ogarnęło ich wielkie zaniepokojenie w sercu. Wówczas jednomyślnie skłonili swoje kolana przed Bogiem Wszech­mogącym w niebie t wołali do Niego, który bada serca, błagając Go, by obdarzył ich łaską czynienia Jego woli, i ażeby okazał im Swe miłosierdzie. Albowiem ciało i krew i ludzkie dążenia nie były tym, co skłoniło ich do postawienia takiego kroku, gdyż byli świadomi, co za los i jakie cierpienia ich spotkają, które trzeba będzie znieść.

Po wstaniu z modlitwy, Jerzy Blaurock stanął i z całą po­wagą poprosił Konrada Grebela, aby go ochrzcił prawdzi­wym chrześcijańskim chrztem wiary i poznania, i pod­szedłszy do niego, ukląkł. Ochrzcił go Konrad, ponieważ w tym momencie nie było ordynowanego sługi do wypełnienia tego postanowienia. Gdy dokonano tego, inni podobnie poprosili Jerzego, aby ich ochrzcił. Pragnienie ich zostało zaspokojone w Bożej bojaźni i tak zjednoczeni oddali się imieniowi Pana. Następnie niektórzy z obecnych zostali obrani do służby Ewangelią, i tak rozpoczęli nauczać”.

Przywódcą grupy był Konrad Grebel (1498-1526), syn bogatego handlowca stalą, wybitnego obywatela Zurychu a właściwie całej Szwajcarii. Był jeszcze młodym człowiekiem w wieku dwudziestu pięciu lat, wybitnie uzdolnionym, dobrze wy­kształconym w ciągu sześciu lat na uniwersyteckich studiach w Bazylei, Wiedniu i Paryżu. Pozostali członkowie grupy rekrutowali się głównie z rzemieślników - przeciętnych ludzi Zurychu, takich jak piekarze, krawcy, bednarze, księ­garze, złotnicy, i im podobni. Lecz to, co robili i z jakiej klasy społecznej pochodzili nie dzieliło ich. Wszyscy oni posiadali wielką wizję i głęboką ufność w Bogu, będąc nie­podzielnie oddani głoszeniu swej wiary.

W nadchodzących miesiącach i latach świadectwo i życie Braci oraz ich ofensywna praca misyjna doprowadziła do nagłego i o dalekim zasięgu rozszerzania nowego Kościoła. Szwajcarskie władze Zurychu i sąsiednich kantonów usiło­wały wszelkimi sposobami, nawet karaniem śmiercią, zaha­mować ów ruch, lecz bezskutecznie. Ostatecznie, w styczniu 1527 roku, ogłoszono karę śmierci i pierwszym męczennikiem stał się Felix Manz. Konrad Grebel zmarł kilka miesięcy przed nagonką. Dwa lata później Jerzy Blaurock, po tym, jak uszedł z Zurychu, został w Tyrolu spalony na stosie.

Lecz mimo to ruch się szerzył i przez prawie sto lat moc­ny i aktywny Kościół działał na terenach wokół Zurychu. Ostatnim męczennikiem z tego okręgu był Hans Landis, którego egzekucja nastąpiła w 1614 roku. Resztki wiernych Kościoła pozostawały w kantonie Zurychu aż do roku 1750.

W międzyczasie ruch przeniósł się do sąsiednich kantonów takich jak Berno i Bazyleja, nie tylko, że nie słabnąc, ale wzrastając w siłę oddziaływania. Objął też swym zasięgiem Austrię, Tyrol i południowe Niemcy. Gdziekolwiek Bracia pojawiali się, tam powstawały Kościoły. Lokalne władze bezskutecznie usiłowały zniszczyć ruch przez prześladowa­nia i egzekucję. W Szwajcarii trwały one niemal trzysta lat lecz, dzięki Bogu, władze nie były w stanie zniszczyć Kościoła i jest tam ciągle około piętnastu wspólnot z oko­ło półtora tysiąca ochrzczonymi osobami (stan z roku 1942).

Najstarszy zbór istniejący od roku 1528 znajduje się w Langnau, Emmenthal.

Wzmagające się prześladowania zaczynały być jednak sku­teczne w wyniszczaniu Kościoła w południowych Niemczech, Austrii i Tyrolu. Jest prawdą, że pewien odłam Kościoła w Austrii pod przewodnictwem Jakuba Huttera i kilku innych przyjęły jako zasadę życia „chrześcijański komunizm” (wspól­na kasa i dobra materialne, - przyp.tł.). Ten odłam przyjął nazwę Braci Hutterian. Dłuższy czas udawało im się przeżyć w ich rodzinnym kraju, lecz prześladowani i oni ostatecznie w roku 1770 uciekli w małej grupie do Rosji, skąd w ciągu lat 1874-80 wyemigrowali do Południowej Dakoty (U.S.A.).

Około tysiąca ochrzczonych członków wspólnoty Hutterian żyje obecnie (stan z roku 1942) jako osiedleńcy w skupiskach „Bruderhofs" (Braterskie Dwory) w Południowej Dakocie, Manitoba i Alberta. Historia tych grup będzie przedstawiona oddzielnie.

W międzyczasie poselstwo Braci rozprzestrzeniało się wiel­kimi krokami i bardzo szeroko. Poprzez podróżujących misjo­narzy znalazło przyjęcie w odległych północno-zachodnich rejonach Niemiec w Emdon, w 1530 roku, skąd w tymże roku przeniesione zostało do Amsterdamu a nieco później na obszary Holandii. Z tego to posiewu wyłonił się właśnie Kościół Menonitów w Holandii, co dokładniej jest przedsta­wione w następnym rozdziale.

W zwalczaniu Braci w Szwajcarii posługiwano się fałszywymi opiniami o Braciach, obelgami i prześladowaniami. Złośliwie oskarżano ich fałszywie o różnego rodzaju rzekome przestępstwa kryminalne; ludzie z kręgu Zwinglego jak i on sam działali w nieprzejednanej opozycji do Braci, widząc duchową moc nowego Kościoła i to, że przyciąga do siebie całe tłumy ludzi. Najpopularniejszym oskarżeniem było pomawianie Braci o rewolucyjne i wywrotowe zamie­rzenia, celem, których było obalenie władzy i państwa.

Takie oskarżenia wytaczano apostołowi Pawłowi, twierdząc, że „zakłóca spokój w naszym mieście” (Dz 16, 20) „czyniąc zamęt w całym świecie” (Dz 17, 6). Jest zbytecznym udowadnianie, że wszystkie te oskarżenia były - jak wykazali historycy - fałszywe, lecz nie jest dziwnym to, że przeciwni­cy naszych przodków traktowali ich jako „rewolucjonistów” mając na uwadze, iż Bracia głosili prawdy o całkowitej przemianie życia na chrześcijański styl. Takie działania zawsze wydają się rewolucyjnymi dla ludzi ukołysanych poczuciem bezpieczeństwa i życiem pełnym kompromisów, w istocie półchrześcijańskim.

Pierwsi przywódcy szwajcarskich menonitów

W początkowych latach swego istnienia Kościół Menonitów był szczególnie ubłogosławiony zdolnymi i odważnymi przy­wódcami.

Byli to prawdziwie Boży ludzie. Ich osiągnięcia można wła­ściwiej ocenić, jeśli się zważy ogrom utrudnień, z jakimi walcząc musieli pracować. Lecz tak Marcin Luter, Ulrich Zwingli, Jan Kalwin, Jan Knox, aczkolwiek czasami mieli wielkie trudności w swojej pracy, to jednak w porównaniu z założycielami Kościoła Menonitów, ich droga była łatwa.

Kiedy Marcin Luter znalazł się w sytuacji zagrożenia, w je­go obronie stanął król państwa, a podczas swej refor­matorskiej działalności miał do dyspozycji broniącą go armię i współdziałającą przeciw katolikom w szerzeniu idei reformatorskich. Luter nigdy nie cierpiał prześladowa­nia i Kościół Luterański rzadko, kiedy był uciskany na swych terenach. Ulrich Zwingli był szanowanym przywódcą swojego kantonu, wspieranym w pełni przez władze państwowe, mającym poparcie przywódcy armii broniącej Szwajcarskiego protestantyzmu. Jak Kalwin był przez całą generację dostojną figurą we władzach miasta Genewy a Jan Knox miał oficjalnie nadane stanowisko płatnego pastora w wielkim mieście.

W odróżnieniu od nich, większość przywódców Kościoła Menonitów to męczennicy a ich następcy byli ścigani, prześladowani i publicznie uśmiercani. Wbrew temu, ludzie ci o nadzwyczajnych uzdolnieniach i charakterach, z radością podejmowali trud przewodzenia owej „przeklętej sekcie anabaptystów” oddając życia „za Braci.” Kilku z nich przedstawimy szczegółowiej, ukazując ich los i dzieło. Są to: Konrad Grebel, Felix Manz, Jerzy Blaurock, Michał Sattler i Pilgrim Marpeck.

Konrad Grebel, ca. 1498-1526

Konrad Grebel może być rzeczywiście nazwany założycielem Kościoła Menonitów. Gdyby nie miał niezłomności oddania we wierze i odwagi wytrwania w przewodzeniu grupie Braci, trudno byłoby sobie wyobrazić powstanie Kościoła Menonitów. Grebel urodził się w Zurychu (Szwajcaria) około 1498 roku, w bogatej i wpływowej arystokratycznej rodzinie.

Wywodził się więc z najwyższej klasy społecznej w Szwajcarii. Ojciec jego był wybitnym członkiem Rady Miejskiej Zurychu, bogatym handlowcem stali, wielokrotnie przedstawicielem kantonu Zurychu w szwajcarskiej federacji. Jako syn z takiej rodziny miał zapewnione wszystko najlepsze, co tylko można było mieć w owym czasie. Przyjaźnił się z najwybitniejszymi rodzinami Szwajcarii (jego siostra po­ślubiła słynnego D-ra von Watt'a, burmistrza St. Gali, uprzednio rektora Uniwersytetu Wiedeńskiego), posiadając wszelkie przywileje, jakie może zapewnić bogactwo, uważany był za rokującego osiągnięcie najwyższej kariery życiowej. Otrzymawszy od króla Austrii poparcie, studiował w Wiedeńskim Uniwersytecie trzy lata (1515-1518), uprzednio już rok studiując na Uniwersytecie w Bazylei. Po tym okresie spędził dwa lata na Uniwersytecie Paryskim Otrzymawszy pomoc od króla Francji. Łącznie, więc studiował sześć lat na najlepszych uniwersytetach swego czasu otrzymując w ten sposób wysokie wykształcenie w humanistyce jako mistrz łaciny i greki. Jako utalentowanym naukowiec rozglą­dał się za dobrą karierą w swoim kraju.

Jak Grebel stał się przywódca tej „pogardzanej sekty” jest historią niesamowitą. W czasie studiów nie był zbyt religij­nym. W rzeczywistości prowadził typowe życie wolnego, nieco rozwiązłego studenta uniwersyteckiego. Po powrocie do domu w 1520 roku, zetknął się z wpływowym, błyskotliwym i pełnym dynamiki mówcą z Zurychu, Ulrichem Zwinglim, który tylko co w styczniu 1519 roku otrzymał katedrę.

Sam Zwingli, będąc zdolnym uczonym, zgromadził wokół siebie wielu młodych ludzi Zurychu i zainspirował ich zwiastowaniem Ewangelii. Jak wielu innych, także Konrad Grebel nawrócił się głęboko i oddał z całym entuzjazmem wielkiemu dziełu reformowania Kościoła. Stał się jednym z najgorliwszych zwolenników Zwinglego osiągając popu­larność daleko poza granicami swego miasta. Stał się obiecującym w przyszłości ewangelicznym przywódcą. Lecz niezadługo znalazł się w sytuacji konfliktowej z Zwinglim, człowiekiem, który zdobył Konrada dla Ewangelii. Będąc oddanym i zdolnym badaczem Nowego Testamentu, posłu­gującym się oryginalnym językiem greckim, przekonał się, że jedynie kompletna i dokładnie zgodna z wzorami Nowego Testamentu reforma Kościoła może być wystarczającą. Ku swemu zdumieniu odkrył, że Ulrich Zwingli nie jest gotów na taką całkowitą reformę, lecz preferuje kompromisowe działania na rzecz tradycji i państwowego Kościoła. Kiedy Grebel rozpoznał to, zażądał od Zwinglego aby podjął działania na rzecz budowania Kościoła złożonego jedynie z prawdziwych wierzących, oddanych ewangelicznej dyscyplinie i o programie pełnego stosowania w codziennym życiu chrześcijaństwa i nauki Jezusa. Zwinglii nie zgodził się na to.

Zerwanie z Zwinglim nastąpiło w 1524 roku. Podzielający po­glądy Grebla spotykali się z nim na studia Biblii i modlitwę poczym poparli zasadę pełnej ewangelicznej reformy. Grebel, potępiony w najsurowszy sposób przez Zwinglego, postanowił skontaktować się z innymi przywódcami, z którymi mógłby się połączyć. To się jednak nie powiodło i kiedy Rada Miejska Zurychu ostatecznie potępiła całą grupę Gre­bla i zabroniła jemu i jego przyjaciołom nauczania i głoszenia wiary, los został przesądzony.

Kariera Grebla trwała krótko. W niespełna osiemnaście miesięcy od momentu powołania Kościoła w styczniu 1525 roku, do jego śmierci od zarazy w lecie 1526 roku, co naj­mniej ostatnie dziewięć miesięcy spędził w więzieniu. Resztę czasu przeżył jako wędrowny kaznodzieja ewangelizujący w sąsiednich kantonach Szwajcarii. Miał nadzieję, że uda mu się w obronie zasad Kościoła napisać świadectwo swojej wiary, lecz nie pozwolono mu tego. Napisał jedynie krótką rozprawę siedząc w więzieniu, opublikowaną po jego śmierci w roku 1526. Zaginęła jednak; pozostały z niej jedynie frag­menty jako cytaty z wystąpienia Zwinglego.

Konrad Grebel nie zdobył popularności, jaką miał Luter czy Zwingli, lecz jego wpływ będzie trwał aż do skończenia czasu w życiu setek tysięcy ludzi, tak z Kościoła Meno­nitów jak i innych mu pokrewnych. Bez pełnomocnictw od rządu, bez ordynacji ze strony kościelnych autorytetów, bez dobrodziejstwa przygotowania teologicznego, jedynie z Nowym Testamentem w swych rękach, trwając w prze­świadczeniu, iż Chrystus oznacza poddanie całego życia Jego nauce, Konrad Grebel rzucił wyzwanie światu swoich czasów. Wszystko oddał swej wierze, dla sprawy Bożego Królestwa poświęcając najbardziej atrakcyjną wśród ludzi karierę.

Felix Manz, ca. 1498-1527

Podobnie jak Konrad Grebel, Felix Manz studiował w uni­wersytecie i pochodził z zacnej rodziny w Zurychu; jego ojciec był jednym z duchownych katedry w Zurychu. Od początku był zwolennikiem Zwinglego lecz szybko przy­łączył się do Grebla i innych żądających pełnej reformacji. Właśnie w jego domu odbywały się w roku 1524 spotkania Braci, gdzie wyjaśniał Stary Testament posługując się oryginalnym tekstem hebrajskim i jak podają kroniki, był on wraz z Greblem przywódcą Braterstwa w początko­wej fazie działalności reformatorskiej. Kilkakrotnie siedział w więzieniu, w latach 1525 i 1526, lecz nie zaprzestał głoszenia i chrzczenia na terytoriach wokół Zurychu. W grudniu 1526 roku został aresztowany po raz ostatni i stracony 5 stycznia 1527 roku, poprzez utopienie go w rzece Limmat w Zurychu. Był pierwszym męczennikiem z grona Braci straconym z rąk zwolenników Zwinglego. Wcześniej Eberli Bolt został spa­lony na stosie, 29 maja 1525 roku, z rąk katolików z miasta Schwytz (Szwajcaria), lecz nie jako członek Braci, lecz jako znienawidzony przez katolików protestant.

Jerzy Blaurock, ca. 1490-1529

Obok Konrada Grebla, Jerzy Blaurock był najbardziej wpły­wowym przywódcą na samym początku istnienia Kościoła Menonitów w Szwajcarii. O jego pochodzeniu wiemy nie­wiele. Pochodził z Bonaduz, miasta we wschodnich Alpach. Spotykał się z Zwinglim w Zurychu na dysputach. Było to w początkowym okresie ewangelicznego ruchu. Poznawszy zgodnie ze swym zrozumieniem Ewangelii, że Zwingli nie naśladuje nauki Chrystusa w pełni, przyłączył się do Konrada Grebla i jego przyjaciół uważając, że oni trzymają się prawdy. Na początku roku 1525 przystąpił do nich i tegoż roku wziął udział w dyspucie broniącej zasad wiary. Razem z innymi braćmi zaczął być prześladowany. Miał szczególny dar przemawiania, bardzo ofensywnego i odważnego. Po wypędzeniu go z Zurychu w styczniu 1527 roku podróżował po Szwajcarii, przemawiając w różnych miejscowościach; w Bernie, Biel, Appenzel itp. W maju 1529 roku udał się do Tyrolu, zaraz na wschód od Szwajcarii. Po zaledwie czterech miesiącach intensywnej służby, został spalony na stosie w Clausen, 6 października 1529 roku.

Mówi się, że jeszcze zwiastował tłumowi będącemu świadkiem jego egzekucji.

Życie Blaurocka oraz jego śmierć są przedstawione w Martyr’s Mirror (Zwierciadło męczenników) następująco:

„O tym czasie w roku 1529 Jerzy Blaurock, po tym jak zwiastował i rozprzestrzeniał prawdę w przeciąga trzech lat w Szwajcarii a szczególnie w Tyrolu, po którym po­dróżował bodąc poprzez swój dar i gorliwość w Domu Pana źródłem prawdy o zbawienia, razem ze swoimi towarzyszami, został schwytany opodal Gufidaun'u i nic daleko Clausen spalony żywcem na stosie”.

Michael Sattler, 1495-1527

Michael Sattler, najbardziej znamienita postać we wczesnym okresie historii Kościoła, był nawet przez swych wrogów nazywany „prawdziwym przyjacielem Boga.” Jako wybitnie wykształcony przeor klasztoru w Schwarzwald (Czarny las), znał Pismo Święte w oryginalnych językach. Zainteresował się nauką Braci z Zurychu i w roku 1525, rozpoznany wśród nich, został aresztowany i wydalony z Zurychu. Zapewne został ochrzczony jako członek grupy, ponieważ niedługo potem widzimy go jako wędrownego kaznodzieję służącego w południowo-zachodnich Niemczech, w Strasburgu i Horbie. Jego pasterski list do społeczności w Horbie ukazuje go jako człowieka głębokiej pobożności, go­rąco miłującego Kościół. Jest prawdopodobnym, że to on zwołał konferencje przywódców Kościoła w lutym 1527 roku, w miejscowości Schleitheim, nie daleko od Schaffhausen nad Renem, przy szwajcarskiej granicy. Konferencja ta stała się słynna z tego, że na niej przygotowano a późnię i opu­blikowano „Wyznanie wiary”, znane jako „Siedem artykułów Schleitheimskich”, będące najwcześniejszym znanym doku­mentem wyznania wiary menonitów. Prawdopodobnie jego autorem był właśnie Sattler.

Po krótkich trzech miesiącach od tej konferencji Sattler zostaje aresztowany i skazany a następnie spalony na stosie w Rotterdamie, po uprzednim okrutnym torturowaniu. Zapis o jego cierpieniach i śmierci oraz jego świadectwo wobec Kościoła zachowały się i zostały opublikowane. Jest to jedna z najbardziej wstrząsających historii męczeństwa i wierności z wczesnego okresu historii Kościoła Menonitów. Wpływ Sattlera rozciągnął się szeroko poza czas jego dwuletniej służby w okresie początkowym działalności Braci.

Pilgram Marpeck, ca. 1495-1556

Jedną z niezwykłych postaci pośród przywódców Braci Anabaptystów w Szwajcarii i południowych Niemczech był inżynier, specjalista od kopalń, Pilgram Marpeck.

Urodzony w Rotterdamie w Tyrolu, Marpeck otrzymał staranne wykształcenie i jako wysokiej klasy specjalista był znany w swoim kraju. W 1523 roku wybrany został do Miej­skiej Rady w swoim rodzinnym mieście, a w roku 1525 ob­jął zarząd kopalni.

Nawrócił się na luteranizm w roku 1526, lecz rok później zetknął się z Szwajcarskimi Braćmi i przekonawszy się, że są oni wierniejsi Pismu Świętemu, podzielił ich los. W 1528 roku spadły nań prześladowania za wiarę i został zdjęty ze swego stanowiska a jego posiadłość została skonfiskowana.

Aby się schronić uciekł do Strasburga i tam pracował jako wybitny organizator zatrudniania ludzi w tym mieście. Jednocześnie z oddaniem głosił prawdę i świadczył o wierze, chrzcił nawróconych i organizował Kościół. Wypędzony ze Strasburga w roku 1532 przesiedlił się do Augsburga, gdzie spędził ostatnie lata swego życia, pracując od roku 1544 do swej śmierci (1556) jako specjalista organizacji zatrudniania ludzi.

Marpeck był zdolnym przywódcą i pisarzem. Zachowały się co najmniej trzy jego książki, jedna z roku 1542 pod tytułem Napomnienia, traktat o chrzcie i Wieczerzy Pańskiej, druga z roku 1544, zatytułowana Wyjaśnienie Testamentu, oraz trzecia z tego samego okresu, gruby tom zatytułowany Usprawiedliwienie. Te trzy tomy są najobfitszym materiałem źródłowym o nauce Szwajcarskich Braci, a czytanie ich jest nadal bardzo pożyteczne. Marpeck, jedyny z przywódców szwajcarskich, któremu dane było pozostać w pracy kościelnej dłużej, może być uważany jako „Menno Simons południa” (Więcej o nim podane jest w dalszej części.

Powstanie Kościoła Menonitów w Holandii, 1533-1536

Nasienie wyznania wiary menonitów zostało rozsiane w Północnych Niemczech i Holandii w latach 1530, najpierw w mieście Emden, następnie w Amsterdamie a stąd na całe Niderlandy. Na nieszczęście, człowiek rozsiewający ziarno w swym rozumieniu istoty Ewangelii i Kościoła pomieszał zdrowe idee Szwajcarskich Braci z pewnymi fanatycznymi przekonaniami o ustanowieniu na ziemi Bożego Królestwa. Tym człowiekiem był Melchior Hofmann (1495-1543), naj­pierw luterański laicki kaznodzieja, w 1530 roku jako ana­baptysta w Strasburgu, później jako wędrowny kaznodzieja podróżujący przez kilka lat, na koniec osadzony w więzieniu na dziesięć lat, tamże kończący swoje życie. Z powodu fanatyzmu Hofmanna powstało na przestrzeni pięciu lat wiele zamieszania w umysłach jego naśladowców.

Stopniowo atmosfera się oczyszczała i wyłoniły się z całego zamieszania dwa ugrupowania. Jedno z nich radykalne i rewolucyjne, przyciągało większość zwolenników Hofmanna przemieniając cały ruch w okropne przedsięwzięcia mające na celu ustanowienie Królestwa Bożego na ziemi przemocą.

Ludzie ci, kierowani przez niejakiego Jana z Leiden oraz Jana Matthysa, opanowali ostatecznie miasto Muenster w północ­no-zachodnich Niemczech i w roku 1534 ustanowili tam swoje „królestwo”, bardzo krótko utrzymując się przy władzy. W następnym roku zostali bezlitośnie pokonani przez legalne władze tego terenu i cały ruch został zmieciony. W międzyczasie drugie ugrupowanie, mniejszość zwolenni­ków Hofmanna odrzucająca współdziałanie z Janem z Leiden i jego radykałami, pozostała jako grupa „Pokojowych Braci”, wyznając nauki bardzo podobne do nauki Braci Szwajcar­skich, będących duchowymi ich przodkami. Ta grupa zor­ganizowała się w roku 1533, to jest dwa lata przed tragedią w Muenster, spowodowaną przywództwem dwóch zdolnych braci, Obbe i Dirka Philipsa, zamieszkujących wówczas w mieście Leeuwarden we Fryzji, leżącej w północno-zachodniej części Holandii. Ci bracia, znani później jako obbenici, przerażeni konsekwencjami działania rewolucyjnych hofmannitów, bezwzględnie przekonali się, że pokojowo nastawieni biblijni anabaptyści wyznają rzeczy­wiście Bożą drogę.

Ta grupa obbenitów zapoczątkowała w Holandii ruch menonitów. Podczas gdy ruch muensternitów słabł u obbe­nitów następowało powolne umocnienie. Kiedy stało się jawnym dla wszystkich, że muensternici tkwili w błędzie, setki gorliwych, lecz zwiedzionych chrześ­cijan postanowiło powrócić na drogę prawdziwego chrześci­jaństwa.

W roku 1536 i później nastąpił gwałtowny wzrost w szere­gach obbenitów w całych północno-zachodnich Niemczech i Holandii, co by mogło świadczyć o tym, że było przeznaczonym dojście do staniu jeszcze większego rozwoju tego ruchu, niż to miało miejsce w szeregach Szwajcarskich Braci w Zurychu w roku 1525.

Zanim przejdziemy do nakreślania dalszej historii tego ru­chu, zechciejmy porównać go do ruchu Braci Szwajcarskich. We wszystkich podstawowych zasadach wiary oba ruchy były identyczne. W obu ruchach uznawano Pismo Święte ja­ko jedyny autorytet wiary i życia, także w obu dążono, aby Kościół składał się tylko z wierzących, aby życie chrześcijan było święte i w pełni poddane Słowu Bożemu. Ponieważ jed­nak nie było bezpośredniego powiązania pomiędzy Szwaj­carskimi Braćmi i obbenitami, poza wątłymi, okazjonalnymi kontaktami przez Melchiora Hofmanna, mamy podstawy wierzyć, że obbenici i Szwajcarscy Bracia niezależnie doszli do jednego przekonania wiary, ponieważ swoją naukę opierali na prostej akceptacji Nowego Testamentu. Historia Szwaj­carskich Braci jest przejrzystsza, jeśli chodzi o ich początki, niż historia obbenitów, obfitująca w wątki niejasne i za­gmatwane.

Lecz jeżeli ruch obbenitów po okresie zamieszania znalazł się na właściwej drodze, otrzymał także mocnych i zdolnych przywódców, to należy uznać, że stał się, jeżeli nie bardziej, to na pewno nie mniej skutecznym ruchem w dziele szerze­nia czystej Ewangelii i budowania Kościoła, niż Szwajcarscy Bracia w swoim czasie i miejscu. Dzisiaj (1942) spadkobiercy szwajcarskich i holenderskich rozgałęzień Kościoła Menoni­tów pozostają ze sobą w pełnej zgodzie w kwestii wszyst­kich fundamentalnych zasad wiary i praktykowania Ewangelii.

W roku 1536 obbenici pozyskali dla siebie bardzo zdolnego katolickiego kapłana, który w tym czasie działał w parafii miasta Witmarsum, Fryzja, oddalonego o czterdzieści kilome­trów od Leeuwarden. Ten kapłan, nazwiskiem Menno Simons, ochrzczony przez Obbe Philips'a w roku 1536, na krótko przed wyrażeniem zgody na ordynowanie go na starszego albo biskupa, stał się wybitnym przywódcą grupy. Lecz za­raz po tym Obbe Philips podjął fatalną decyzję. Odszedł od wiary, jaką wyznawał i wystąpił z ruchu, zaś jego brat, Dirk Philips pozostał do swej śmierci w roku 1568 jako wybitny i wierny przywódca tej grupy.

Ponieważ stało się jasnym dla wszystkich, że Menno Simons jest wyróżniającym się przywódcą grupy, stopniowo ludzie zaczęli nazywać tę grupę od imienia Menno, używając najpierw około roku 1544 określenia „menniści”, zaś później z biegiem czasu nazwę przekształcono na „menonici”.

Taka jest geneza nazwy Kościoła Menonitów. Ponieważ pisarstwo Menno Simonsa było bogate i przekonujące, a on sam stał się popularną osobą ruchu, pisarze i historycy zaczęli nazywać tak szwajcarskich jak i holenderskich Braci od jego imienia. Lecz później holenderscy menonici woleli nazywać siebie „Doopsgezinde” a w Niemczech „Taufgesinnte”, co w tłumaczeniu na nasz język oznacza „ukierunkowani na chrzest”. Podobnie jest dzisiaj (1942) w Holandii; naśladowcy Menno nie nazywają siebie menonitami. Jedynie jego naśladowcy w Niemczech i spadkobiercy Szwajcarskich Braci nazywają siebie menonitami.

Historia początków rozprzestrzeniania się ruchu menonitów w Holandii i północnych Niemczech jest niezwykła.

Mimo, że za głowę Menno obiecywano dużą nagrodę, podró­żował on niestrudzenie po Holandii, północnych Niemczech, od Amsterdamu do Leeuwardem, Groningen, Emden, Kolonii, Lubeki i nawet - jak podaje tradycja - do wybrzeża Bałtyku po Gdańsk. Wywarł wielki wpływ swoimi pismami, których było ponad dwadzieścia cztery tytuły, opublikowane pod jego nazwiskiem w latach 1539-1561. Niektóre z książek był bardzo obszerne. Jedna z nich, zatytułowana „Fundament” stała się szczególnie popularną dzięki swej skuteczności w rozprzestrzenianiu wyznania Kościoła Menonitów. Menno był wybitnym przywódcą, a przez swych braci traktowany był jako ociec wspólnoty kościelnej. Zmarł w swym domu w Wuestenfelde, w pobliżu Lubeki, w roku 1561.

Gruntowanie Kościoła w różnych miejscowościach Holandii było dziełem zarówno Menno jak i jego współpracowników. W początkowym okresie rozwoju Kościoła Menonitów teren Lubeki na wschód był obszarem działania Dirka Phllipsa, mającego swoją siedzibę w Gdańsku. Prawdopodobnie Koś­ciół w Gdańsku istniejący do dziś (1942) był założony przez niego3

Innym bardzo uzdolnionym przywódcą był Leonard Bouwens, ordynowany w roku 1546 na kaznodzieję a w 1551 - na star­szego Kościoła, mającego pod opieką terytorium Holandii.

Trzecim wybitnym przywódcą był Gillis z Aachen, ordynowany w 1542 roku do służby na terenach wokół Kolonii.

Najsilniej ruch rozwijał się w północno-zachodnie j części Holandii w prowincji Fryzji, gdzie wcześnie duża część ludności nawróciła się i ochrzciła w Kościele Menonitów.

Także wokół Amsterdamu, Haarlemu, Rotterdamu i na po­łudniu Flandrii powstały silne ośrodki Menonitów. W latach 1540-1570 ruch Menonitów był najsilniejszym obok innych protestanckich ruchów na całym terenie holenderskiej niziny.

Tak w Holandii jak i Szwajcarii katolicy dotkliwie prześla­dowali ten nowy ruch. Setki męczenników straciło swe życie, tysiące osób więziono, torturowano i wypędzano. Na tere­nach Flandrii prześladowania były tak surowe, że jedynie kilka osób, poza uciekinierami do Holandii, pozostało przy życiu. Surowe rządy katolickich suwerenów w Holandii po­zostającej pod panowaniem Hiszpanii, doprowadziły w poło­wie XVI wieku do rewolty, dającej początek długiej i okrutnej wojnie, zakończonej jednak niepodległością Holandii.

Przywódcy zwycięskiej wojny rekrutowali się głównie z pro­testantów, którzy jako także prześladowani, byli dla menonitów bardziej tolerancyjni, mimo że menonici jako nie uznający przemocy nie brali udziału w wojnie. Ta tolerancyjna postawa sprawiła, że Kościół Menonitów w Holandii, mimo początkowych prześladowań, utrzymał się. W końcu tegoż XVI wieku prosperował w rozkwicie, gdy tymczasem ruch menonitów w południowych Niemczech i Szwajcarii został niemal doszczętnie wyniszczony.

Pierwsi przywódcy holenderskich Menonitów

Pierwsi przywódcy Kościoła Menonitów w Holandii są bar­dziej powszechnie znani niż przywódcy szwajcarscy. Podczas gdy takie nazwiska, jak Konrad Grebel, Pilgrim Marpeck i Michael Sattler są nazwiskami prawie, że nieznanymi, to nazwisko Menno Simonsa jest popularne, znane nawet poza obrębem Kościoła. Wielu uważa, że właśnie on jest zało­życielem Kościoła Menonitów, co nie jest prawdą i o czym będziemy jeszcze mówić w tym rozdziale. Menno przystąpił do Kościoła jedenaście lat po tym, jak Kościół powstał w Szwaj­carii, nigdy nie mieszkał w Szwajcarii, a jego pisma nie były osiągalne w Niemczech aż do roku 1575. W pewnych kwestiach teologii i dyscypliny Kościoła różnił się od Szwajcarskich Braci. Mimo to pozostaje wielkim przywódcą Kościoła, za swą mądrą i oddaną służbę braterstwu zasługującym na uznanie, zwłaszcza w początkowym okresie Kościoła.

Menno Simons, 1496-1561

Menno Simons urodził się w Holandii, w małym miasteczku Witmarsum we Fryzji, kilkanaście kilometrów od Morza Północ­nego. Pochodził z wiejskiej rodziny, lecz jako przyszły katolicki duchowny otrzymał odpowiednie wykształcenie i w 1524 roku rozpoczął karierę w Kościele. Dwanaście lat służył jako pa­rafialny ksiądz, w latach 1524-36, najpierw siedem lat w mieście Pingjum a następnie pięć lat w swym rodzinnym mieście Witmarsum.

Mimo, że Menno Simons był katolickim księdzem, sam przyznał, że do czasu wystąpienia z Kościoła nie znał Biblii. Był on typowym duchownym swego czasu, wykonującym rutynowe zajęcia swego stanowiska, a więc odprawiał msze, chrzcił dzieci, spowiadał, troszczył się o swą plebanię, lecz poza tym prowadził życie dogadzania sobie, grając w karty, pijąc i bawiąc się gdyż traktował życie dość lekko.

Historia nawrócenia Menno Simonsa przedstawiona w jego własnych pismach, jest niezwykle interesująca. Nie było ono nagłe, lecz przyszło z wielką mocą po długim okresie walk.

Te walki rozpoczęły się już na początku jego służby jako księdza, w roku 1525, kiedy zaczął wątpić w to, że istotnie chleb i wino przekształcają się w realne ciało i krew Pana Jezusa. Nękany wątpliwościami w tej kwestii sięgnął po pomoc do Nowego Testamentu. Nigdy przedtem nie czytał Biblii, ponieważ wierzył święcie w nieomylność Kościoła stąd Biblia nie była mu potrzebna. Decydując się na czytanie Bi­blii szybko został doprowadzony przez nią do nawrócenia i zupełnego zerwania z Kościołem katolickim. Doszedł oczy­wiście do odkrycia, że Nowy Testament nie uzasadnia kato­lickiej doktryny o transsubstancjacji chleba i wina w ciało i krew, stąd stanął wobec alternatywy, albo Pismo Święte, albo Kościół. Zdecydował się na rzecz Pisma Świętego.

To nie było jeszcze pełnym nawróceniem ani zerwaniem z Kościołem katolickim. Te decyzje nastąpiły po czterech latach walk. Niezadługo potem, pojawiła się nowa wątpli­wość dotycząca filaru nauki Kościoła, a mianowicie chrztu niemowląt. Przeżycie tego tematu przez Simonsa było spo­wodowane pewnym wydarzeniem z jednym z „braci” o nazwisku Sicke Freerks, który został stracony w roku 1531, w mieście Leeuwarden z powodu tego, że „po raz drugi przyjął chrzest”.

To także skłoniło Simonsa do szukania odpowiedzi w Biblii, i znowu znalazł wyjaśnienie, za nauka katolicka o chrzcie niemowląt nie ma uzasadnienia w Nowym Testamencie.

Lecz minęło drugie cztery lata zanim ostatecznie Menno podjął decyzję zerwania z Kościołem. Do tej decyzji przy­czynił się pewien fakt przeżyty bardzo osobiście przez Menno, a mianowicie widział on bezpośrednio wielką szko­dę, jaką wyrządzała błędna nauka Jana Matthys a i muensternitów zwodzących z wielkim powodzeniem setki ludzi z okolic miasta Witmarsum. Wśród nich był także rodzony brat Menno Simonsa. Grupa tych biednych ludzi, przekonana, iż także powinna pomóc w ustanowieniu Bożego Królestwa na ziemi, podjęła przeciw władzom zbrojną walkę, w której większość z nich została zmasakrowana. Kiedy Menno zoba­czył te biedne „owce bez pasterza” jak idą na śmierć w obro­nie rzekomej prawdy, a on sam trwa w życiu przyjemności i dogadzania sobie, nie czyniąc nic aby uczciwie bronić prawd wiary, postanowił w głębi swej duszy zerwać z tą postawą. W kwietniu 1535 roku oddał się Bogu poświęcając odtąd swe życie dla Ewangelii.

Zaraz potem zetknął się z grupą obbenitów w Leeuwarden gdzie w styczniu 1536 roku został ochrzczony. Jak było wcześniej wspomniane, przyjął powołanie służenia jako starszy i biskup a ordynowany został na to stanowisko przez Obbe Phillpsa w roku 1536. Natychmiast po tym oddal się niepo­dzielnie duszpasterstwu wśród braci, obronie prawd Ewan­gelii oraz głoszeniu wiary wszystkim ludziom. Używał swego talentu z wielkim powodzeniem zdobywając szeroki rozgłos poprzez swoje książki.

Poniższe wyjątki z własnych pism Menno Simonsa przedsta­wiają jego przeżycie nawrócenia i powołania do służby.

„Oto tak, moi czytelnicy, Bóg miłosierdzia, przez Swą obfitą łaskę okazaną mi nędznemu grzesznikowi, dotknąwszy me­go serca, dał mi nowy umysł, upokorzył mnie w bojaźni przed Nim, pouczył mnie abym siebie poznał, wybawiając z drogi śmierci i łaskawie wezwał mnie na wąską drogę życia, do społeczności z Jego świętymi. Jemu chwała na wieki, amen.

„Kiedy posłyszałem to wezwanie (powołanie) serce moje zatrwożyło się. Obawy i strach otoczyły mnie ze wszystkich stron. Bo z jednej strony zobaczyłem moje słabe zdolności, mój brak wiedzy, słabość mej natury, kruchość mego ciała, owo ogromne zło nieprawości, przewrotności i tyranii tego świata, potężną a liczną sektę (prześladującą Kościół), wrażliwość wielu ludzi i stąd ciężki krzyż, który, jeżeli za­cznę zwiastować, będzie jeszcze bardziej odczuwany;

Z drugiej strony dostrzegam ogrom głodu, potrzeby i pragnienia bojących się Boga i miłujących dusz, albowiem zobaczyłem wyraźnie, jak błądzą one jako niewinne owce nie mające pasterza.

„Kiedy wymienione osoby nie odstąpiły od swoich poczynań, a moje sumienie było niespokojne wobec głodu i potrzeb tylko co wymienionych, oddałem siebie w poświęceniu, duszę i ciało Panu, powierzając się Jego łaskawemu kierownictwu, zatem zacząłem w swoim czasie (po ordynowaniu na sługę Słowa) zgodnie z Jego Prawdą nauczać i chrzcić, pracując Moimi ograniczonymi talentami na żniwach pól Pańskich, wspomagając budować Jego święte miasto i naprawiać wyrwy w murze.”

Pozostałe dwadzieścia pięć lat swego życia Menno przeżył jako wędrowny ewangelista i biskup, uciekając z miejsca na miejsce w poszukiwaniu schronienia. Za jego głowę wy­znaczono nagrodę dwóch tysięcy guldenów, lecz nie udało się jego wrogom schwytać go. Dożył naturalnej śmierci w roku 1561, po dwudziestu pięciu latach służby.

Od roku 1536 do 1543 działał Menno w Holandii, służąc w latach 1541 do 1543 w Amsterdamie i Jego okolicach. W tym czasie opublikował siedem książek i broszur. Od 1543 do 1546 służył wiernie w północno zachodnich Niem­czech, niedaleko Emden i Kolonii. Od roku 1546 do swej śmierci w 1561 roku miał swą główną siedzibę w Holsteinie, najpierw w Wismarze nad Bałtykiem a później w małym miasteczku pomiędzy Hamburgiem a Lubeką, nazywanym Wuestenfelde. Ostatnie lata swego życia spędził we względ­nym spokoju, ponieważ książę Ahlenfeid, na którego tere­nach osiedlił się Menno, ochraniał i popierał go a nawet pozwolił mu urządzić małą drukarnię w jego domu. Z tej to drukarni wyszło wiele innych broszur i wydane zostały nowe wydania jego dawnych książek.

Niewątpliwie Menno Simons jest największą postacią w historii Kościoła Menonitów. Posiadał zwarty i zrównoważony program, kładący nacisk tak na zdrową wiarę jak i na zdrowe życie. Był nieustraszonym przywódcą i zdolnym organizatorem. W bezwzględnej lojalności wobec Bożego Słowa pracował niestrudzenie szerząc wśród ludzi prawdziwe chrześcijaństwo.

Dirk Philips, 1504-1568

Nie wiele wiadomo o Dirku Philipsie poza tym, że się urodził w roku 1504, w Leeuwarden (Holandia), że był zdolnym współpracownikiem Menno Simonsa i napisał książko o dużej popularności pod tytułem Enchidrion. Razem z bratem Obbe Philipsem, był współzałożycielem Kościoła w Holandii, i jest wymieniany jako członek małej grupy w Leeuwarden 1533 r., która się sprzeciwiała fanatyzmowi zwolenników Melchiora Hofmanna. Był ordynowanym starszym Kościoła i wyznaczonym do pracy na terytorium od Lubeki na wschód wzdłuż Bałtyku. Osiedlił się w Gdańsku i był pierwszym biskupem Kościoła w tym mieście. Tam też zmarł w roku 1568.

Leonard Bouwens, 1515-1582

Leonard Bouwens urodził się w roku 1515, w Sommelsdyk (Niderlandy). Jako młodzieniec był zapalonym politykiem, znanym jako zdolny orator.

Nawrócił się i przystąpił do menonitów a w roku 1546 został ordynowany na kaznodzieję. Klika lat później przy udziale samego Menno Simonsa został ordynowany na starszego. Bouwens byt jednym z najzdolniejszych ewange­listów pośród przywódców wczesnego okresu Kościoła. Działał ponad trzydzieści lat aż do śmierci w roku 1582. Posiadał listę osób, które ochrzcił. Zawiera ona nie mniej niż 10252 nazwiska. Był dobrym przywódcą i zdolnym duszpasterzem, wiernie służącym społecznościom w Holandii.

Wielu innych przywódców służyło wiernie w Holandii, między innymi był Gillis z Aachem, urodzony około 1500 roku, pracujący w okolicach Kolonii. Był ordynowanym przez Menno Simonsa w roku 1542. W roku 1557, po piętnastu latach wiernej służby został z powodu swej wiary aresztowany opodal Antwerpii i załamawszy się, odwołał swe poglądy. Mimo to władze skazały go na śmierć poprzez ścięcie.

Zapewne można by wymienić także inne nazwiska, lecz owe trio osób: Menno Simons, Dirk Philips i Leonard Bouwens pozostaną wyróżniającymi się przywódcami Kościoła Menonitów wczesnego okresu. To są ludzie, którym dane było nieść w krytycznym czasie sztandar prawdy i stworzyć mocną wspólnotę aktywnych zborów z tysiącami członków.

Kamienie fundamentu wiary menonitów

Ostatecznym celem, jaki nasi przodkowie z Szwajcarii i Holandii postawili sobie był najwyższy cel, jaki jest możliwy do osiągnięcia dla chrześcijan. Było nim odrodzenie oryginalnego, nowotestamentowego chrześcijaństwa. Historycy Kościołów państwowych są w pełni przekonani, że to było celem Braci na początku ich działania. Profesor Johann Loserth z Austrii tak pisze: „Najbardziej radykalnym ze wszystkich ruchów reformatorskich są dążenia anabaptystów usiłujących wstępować w ślady Kościoła pierwszego wieku i przywrócić niezafałszowane, oryginalne chrześcijaństwo.”4

Profesor Gottfried Strasser z Szwajcarii tak pisał: „Wątpiąc w możliwość doprowadzenia mas do chrześcijańskiej czystości życia, postawili sobie za cel w wąskiej grupie ludzi traktujących poważnie chrześcijańskie życie zbudować prawdziwy Kościołów chrześcijański na wzór Kościoła apostolskiego”. Profesor Max Goebel z Niemiec pisze tak: „…Zasadniczą i wyróżniającą cechą tego Kościoła jest podkreślenie rzeczywistego, osobistego nawrócenia i odrodzenia każdego chrześcijanina przez Ducha Świętego... Dążą z naciskiem do ukazywania nauki i wiary tak, aby były w sercu i życiu każdego chrześcijanina i całego Kościoła. Dążyli do zjednoczenia wszystkich prawdziwie wierzących, wyprowadzając ich ze zeświedczałych państwowych Kościołów do prawdziwie chrześcijańskiego Kościoła. To, co było na początku oryginalnym celem Reformacji wprowadzali natychmiast do prak­tyki.” Abraham Hulshof, holenderski historyk menonita tak powiada: „Celem anabaptystów był Kościół złożony z tych, którzy traktują swe chrześcijaństwo na serio, którzy z całą gorliwością dostosowują swoje życie do wymagań Ewangelii. Dążą do budowania społeczności złożonej z dobrowolnie wierzących i nawróconych. Ich celem było tworzenie, wśródku tego świata, żywego Kościoła Chrystusa, odłączonego od świata i naśladującego Pana w pełnej jedności”.

Mówiąc krótko, to co Marcin Luter i inni protestanccy re­formatorzy zamierzali na początku lecz z czego później zrezygnowali, a więc Kościół w pełni na wzór Nowego Testamentu, to właśnie przeprowadzili Bracia. Tam, gdzie Luter i Zwinglii zdecydowali się na kompromis, oni kompro­misu nie zaaprobowali. Dla nich było albo wszystko, czego Jezus uczył, albo nic. Nie godzili się na rozwodnione chrześcijaństwo jako cenę za zbudowanie wielkiej instytucji, obej­mującej swym pasterskim zasięgiem całą ludność, lecz godzili się na zapłacenie ceny, i ją zapłacili, za całą Bożą prawdę i wprowadzenie jej w praktykę przez wszystkich prawdziwych chrześcijan.

Podany w Nowym Testamencie wzór chrześcijaństwa, jak go rozumieli Bracia, wymagał czegoś więcej niż tylko prze­baczenia grzechów i usprawiedliwienia przez wiarę w Chrys­tusa. Wymagał rzeczywistej przemiany życia, nowego postę­powania, które jawi się w prawdziwej świętości i pełnym posłuszeństwie Chrystusowi.

Ten wymóg świętości życia, to jest życia „prawdziwego”, był głównym kamieniem fundamentu wiary Braci. Jest on tak­że dzisiaj takim samym kamieniem wiary menonitów-amiszów.

Podczas wielkiej debaty w 1538 roku, mówca ze strony Braci tak powiedział:

„We wczesnym Kościele tylko ci byli przyjmowani na człon­ków, którzy nawrócili się poprzez pokutę do nowego życia. Prawdziwy Kościół upodobniony jest do natury Chrystusa".

W podobnej debacie w Bernie, w 1538 roku, mówca ze strony Braci tak powiedział:

„Dotąd w Kościele państwowym otrzymaliśmy wiele pouczeń z pism Lutra, Zwinglego i innych, dotyczących mszy, ceremo­nii papieskich, że są czymś próżnym. Lecz widzimy wielki brak, jeśli chodzi o naukę o pokucie i nawróceniu oraz o prawdziwie chrześcijańskim życiu. O tym mój umysł rozmyślał. Czekałem z nadzieją rok, czy więcej, aż kaznodzieja powie coś o przemianie życia5, o pomaganiu biednym, o miłości jeden do drugiego, o unikaniu zła. I nie mogę zamknąć oczu na fakt, że nauki oparte na Bożym Słowie nie były głoszone. Nie zrobiono nawet początku w kierunku nauczania prawdziwego, chrześcijańskiego życia, i nie było zgody, co do nau­czania prawd niezbędnych do życia. I aczkolwiek msze i ob­razy zostały odrzucone, to jednak dowodów pokuty i chrze­ścijańskiej miłości nie przedstawiono. Dokonano jedynie zmian zewnętrznych. Szedłem dalej w swych rozważaniach o tym wszystkim i Bóg posłał swych wysłańców, Konrada Grebla i innych, z którymi rozważałem fundamentalne nauki apostołów i praktykę chrześcijańskiego życia. Zobaczy­łem ludzi, którzy oddali siebie nauce Chrystusa poprzez „Bussfertigkeit” (pokuta udowodniona owocami życia). Z ich pomocą stworzyliśmy zbór, gdzie pokuta jest dowodem nowości życia w Chrystusie.”

W tym „dowodzie” brzmi głównie nuta świadectw Szwaj­carskich Braci początkowego okresu Kościoła. Takich dowo­dów pokuty, nawrócenia, miłości i prawdziwego chrześcijań­skiego życia brak jest u naśladowców Lutra i Zwinglego.

Bracia stawiali sobie jako cel wewnętrzne przeżycie pokuty i nawrócenia jawiące się jednak zewnętrznie przez nowość życia w Chrystusie. Średniowieczni mistycy i tacy ludzie, jak Bracia Lawrence, nalegali na „praktykowanie obecności Bożej” wewnątrz; Konrad Grebel, Menno Simons i ich współpracownicy kładli nacisk na praktykowanie obecności Chrystusa w działaniu. Rozumieli chrześcijaństwo nie tylko jako wewnętrzne przeżycie Bożej łaski, jak to rozumiał Luter, lecz także całkowite zastosowanie tej łaski we wszystkich zachowaniach się człowieka i chrystianizowanie wszelkich ludzkich stosunków.

Ta centralna prawda o nowym życiu i chrześcijaństwie sto­sowanym stworzyła nowy typ Kościoła i społeczności chrześcijańskiej pomiędzy Braćmi. Opisując ten Kościół i jego spo­łeczność przejdziemy teraz do spraw niejako pomocniczych w stosunku do fundamentalnych kamieni wiary.

Po pierwsze: istnieje koncepcja natury Kościoła jako wspól­noty prawdziwie wierzących.

Menno Simons powiedział: „Kościół Chrystusa składa się z wybranych przez Boga Jego świętych i umiłowanych, którzy obmyli swoje szaty w krwi Baranka, którzy narodzili się z Boga i są prowadzeni Chrystusowym Duchem, którzy są w Chrystusie a Chrystus jest w nich, którzy słuchają Jego Słowa i wierzą mu, a w swej słabości żyją zgodnie z Jego przykazaniami, cierpliwie i w cichości wstępując w Jego ślady.”

Kościół ma być złożony jedynie z wierzących, dobrowolnie prowadzących chrześcijańskie życie i którzy oddali swoje życie Chrystusowi w czynie i prawdzie. Dobrowolne człon­kostwo kościelne, oparto na nawróceniu, zawierające oddanie się świętości życia, oto serce koncepcji Kościoła. To jest także zasada szeroko dziś przyjęta przez amerykańskich protestantów; przy czym należy pamiętać, że była to unikalna zasada przyjęta przez Braci w czasie Reformacji, utrzymy­wana i głoszona wobec potężnej opozycji, za praktykowanie, której to zasady Bracia ponosili ciężkie prześladowania. Zwolennicy Reformacji przyjęli zasadę odmienną. Kościół jest masową instytucją, członkostwo jest przymusowe, wy­egzekwowane prawom i siłą, następuje przez chrzest niemowląt całej populacji. Wiedzieli oni, że taki Kościół nie był prawdziwym Kościołem Chrystusa, mieli jednak nadzieję, że świadectwo prawdziwych chrześcijan w takim Kościele „zarazi” wielkie masy. Podczas gdy Bracia kładli nacisk na dyscyplinę i przestrzeganie ewangelicznych wymogów życia oraz aktywnego uczestniczenia w życiu Kościoła jako wa­runku stałego członkostwa w Kościele, to państwowy Koś­ciół tego nie wymagał, ani dyscypliny ani aktywnego ucze­stnictwa. Ponieważ chrzest niemowląt, był podstawą trwa­łości masowego Kościoła - z jednej strony, a chrzest wierzących był podstawą trwania prawdziwego Kościoła z dru­giej strony, to kwestia chrztu stała się węzłowym punktem konfliktu pomiędzy Braćmi a przedstawicielami Reformacji. Ale jest jasnym, że nie to było istotą sprawy gdyż stanowiło jedynie symbol czegoś zasadniczego.

Po drugie: Ważnym kamieniem fundamentu wiary Braci było nie upodobnianie się do świata. Jeśli chrześcijanie mają żyć w nowości żywota, musi istnieć radykalna różnica pomiędzy nimi a światem, a także separacja pomiędzy dwoma sposobami życia. Świat nie toleruje zasadniczo praktykowania chrześcijańskich zasad życia a Kościół nie może tolerować świeckich zasad życia wśród swoich członków, stąd jedynym wyjściem jest separacja, gromadzenie się prawdziwych chrześcijan we własnych społecznościach, gdzie praktykuje się Chrystusowe życie.

O tej separacji Menno Simons powiedział tak: „Całe Pismo Ewangelii naucza, że Kościół stanowią ludzie oddzieleni od świata w nauce, życiu i nabożeństwie.” Podczas wielkiej de­baty w 1528 roku w Zolingen mówca ze strony Braci po­wiedział: „Prawdziwy Kościół jest oddzielony od świata i jest ukształtowany według natury Chrystusa. Jeżeli jednak Koś­ciół jest jedno ze światem, nie możemy go uznawać za praw­dziwy.”

Po trzecie: Także do kamienia fundamentu Kościoła menonitów zaliczano praktykowanie prawdziwego braterstwa i miłości pomiędzy członkami Kościoła. Ta zasada rozumiana była nie jako wymóg zewnętrznej sentymentalnej pobożności, lecz jako praktyko­wanie dzielenia się posiadanymi dobrami dla zaspokojenia potrzeb innych w duchu braterskiej pomocy. Hans Leopold, męczennik spośród Braci Szwajcarskich (1525) powiedział o Braciach tak:

.Jeżeli wiedzą o kimś, kto jest w potrzebie, czy jest on członkiem ich Kościoła, czy nie, są przekonani o swym obo­wiązku, z miłości do Boga, udzielić mu pomocy.” Heinrich Seiler, także męczennik spośród Braci (1535) powie­dział: „Nie wierzę w to, że posiadanie własnych dóbr jest, czymś złym, lecz jest ono jedynie szafarstwem.” W dawnej książce hutterian jest zapis pytania, jakie stawiane było przez Szwajcarskich Braci kandydatom na członków przed chrztem: „Czy oddają oni siebie i wszystkie swoje dobra doczesne na służbę Bogu i jego ludu?” Pewien protestant będąc gościem Szwajcarskich Braci na społeczności chrztu w Strasburgu, w roku 1557, odnotował pytanie zadawane kandydatom: „Czy, jeżeli zajdzie konieczność, są gotowi oddać wszystkie swoje dobra na służbę dla braterstwa i nie przeoczą żadnego członka będącego w potrzebie, i udzielą mu pomocy, jeżeli ich będzie na to stać?”

Heinrich Bullinger, następca Zwinglego jako przywódca Kościoła Reformowanego w Zurychu, zagorzały wróg Braci, oś­wiadczył: „Ci ludzie nauczają, że każdy dobry chrześcijanin ma obowiązek wobec Boga z motywu miłości, użyć, jeżeli po­trzeba, wszystkich swych dóbr, aby każdemu bratu będącemu w potrzebie dostarczyć środków do życia”. Ta zasada rzeczywistego braterstwa i wzajemnej pomocy, szczerej i serdecznej, była rzeczywiście kamieniem węgielnym fundamentu wiary naszych przodków. Była praktykowana a nie tylko dyskutowana. W swej absolutnej postaci stała się sposobem życia dla hutteriańskiego Braterstwa i pozostała odtąd do dziś. Jakiż inny byłby świat, gdyby chrześcijanie Europy, od czasów Reformacji do dzisiaj, zaakceptowali sposoby życia Braterstwa i wzajemnego służenia dobrami materialnymi, tak jak proponowali i praktykowali nasi duchowi przodkowie? Jakież to smutne, że także niektórzy menonici pozbawili się ducha i praktyki tej wspanialej zasady.

Po czwarte: Następnym kamieniem wiary jest zasada pokojowości, miłości i nie sprzeciwiania się stosowana we wszystkich międzyludzkich stosunkach.

Dla Braci oznaczało to zupełne odrzucenie wojny, przemocy oraz pozbawiania ludzi życia.

Konrad Grebel tak powiedział (1524): „Prawdziwi chrześcijanie nigdy nie używają świeckiego miecza ani nie angażują się w wojnę, albowiem nie jesteśmy więcej pod Starym Zakonem... Ewangelia i ci, którzy ją przyjęli nie mają być bronieni mieczem ani w ten sposób mają się sami bronić.”

Pilgrim Marpeck (1544) przemawiając na temat Mt 5, po wiedział: „Wszelkie cielesne, światowe, zmysłowe, ziemskie walki, konflikty i wojny są przekreślone i obalone poprzez to prawo.” Menno Simons tak pisał: „Odrodzeni nie idą do wojska, ani nie angażują się w spory. Są dziećmi pokoju, które przekuły swe miecze na lemiesze i swe dzidy na sierpy, i nic nie chcą wiedzieć o wojnie... Dzidy i miecze żelaza zostawiliśmy tym, którzy, o zgrozo, traktują jednakowo krew ludzką i świńską.” W praktykowaniu zasady nie sprzeciwiania się, ściśle przestrzeganej przez wszystkich Braci w całej Europie od początku do naszego stulecia włącznie, nasi praojcowie byli pierwszymi pionierskimi przywódcami, wyprzedzającymi daleko swe czasy, uprzedzając kwakrów w tej dziedzinie o całe sto lat. Przestrzegali tej zasady w czasach, kiedy katolicy i protestanci stosowali wojnę ja­ko instrument politycznych rozgrywek nawet w walkach religijnych. Jest oczywistym, że taki Kościół, który zabija żyjącego pobożnie dysydenta, takiego jak anabaptysta, nie zawaha się użyć armii dla eksterminacji innych Kościołów.

Ograniczone miejsce pozwala jedynie wspomnieć o dwóch innych kamieniach fundamentu: to jest o oddzieleniu Kościo­ła od państwa, co jest logicznym następstwem zasady nie sprzeciwiania się wyznawanej przez Braci, oraz o wolności sumienia.

W ustanawianiu tych zasad Bracia byli także pionierami, wyprzedzając swój czas. Wolność sumienia upowszechniła się dopiero po Francuskiej Rewolucji, w czasie Wojen napoleońskich, to jest w dziewiętnastym wieku. Szwajcarscy Bracia nauczali: „Nikt nic może i nie powinien używać przemocy do zmuszania kogokolwiek, aby akceptował wiarę, ponieważ wiara jest darem Bożym. Jest złem przymuszanie kogokolwiek siłą lub gwałtem do przyjęcia wiary, czy skazywanie na śmierć kogokolwiek z powodu jego błędnego wie­rzenia. Jest błędem, kiedy w Kościele używany jest jakikolwiek inny miecz niż miecz Bożego Słowa. Świeckie królestwo winno być odseparowane od Kościoła a żaden świecki władca nie ma prawa władać w Kościele. Nasz Pan nakazał głosić Ewangelię, a nie przymuszać kogokolwiek do jej przyjęcia... Prawdziwy Kościół tym się charakteryzuje, że sam cierpi i znosi prze­śladowania, lecz sami nikogo nie prześladuje.”

Bullinger przytacza te oświadczenia nie w obronie Braci, lecz jako słowa potępienia, wyświadczając historii wielką przysługę poprzez zapisanie poglądów Braci Szwajcarskich odnośnie wolności sumienia. Są dla niego czymś dziwacznym; zachęca, więc do wzmożenia prześladowań wobec takich, którzy wyznają te „heretyckie poglądy” i, po zacytowaniu zasad Braci, usiłuje obalić je jedną po drugiej, dodając na zakończenie, że skazywanie anabaptystów na śmierć jest konieczną i chwa­lebną służbą. Podobne oświadczenia można by cytować z wy­powiedzi niemal wszystkich przywódców Reformacji.

Gdyby było więcej miejsca, można by prześledzić zastoso­wanie w praktyce w różnych dziedzinach życia tych funda­mentalnych zasad - kamieni.

Chodzi o prostotę życia i ducha, nie przysięganie i nie zaklinanie się, konkretne zastosowanie zasady nie upodobniania się do świata; lecz wystarczy tych danych, aby pokazać, jakie podstawy wiary były wyznawane i praktykowane w początko­wym okresie działania Szwajcarskich i Niemieckich Braci.

Kiedy dokonujemy przeglądu wiary Szwajcarskich i Holen­derskich Braci, jesteśmy zdumieni ogromem jej zasięgu i głębokością. Co za wzniosła i twórcza koncepcja, wyprowadzona z Ewangelii! Jakiej wielkiej wiary potrzeba było, ażeby te zasady wyeksponować, i jakiej wielkiej mocy i łaski od Boga ażeby według nich żyć w warunkach najsroższych prześladowań! To oni byli wyzwaniem dla świata ich czasów, nie tylko tego pogańskiego, ale i tego chrześcijańskiego i dla wszystkich czasów. Jeżeli kiedykolwiek były czynione próby bezkompromisowego i najserdeczniejszego życia na rzecz Bożego Królestwa na ziemi, to były nimi wysiłki naszych pra­ojców z XVI wieku. Nie zdołali zdobyć świata dla swego programu; liczba ich naśladowców była, po przesianiu prześladowaniami, znikoma, a i oni i ich potomkowie, a zwłaszcza ostatnich, często upadali; lecz tamci uchwycili wizję nowego nieba i nowej ziemi, gdzie mieszka sprawiedliwość i gdzie Baranek jest światłością. Dla tej sprawy oddali się w całej pełni poświęcenia.

Największą tragedią współczesnego Menonityzmu na świecie było nie to, że niektórzy z nas chybiali w realizacji tej wizji, lecz to, ze wielu z nas tej wizji całkowicie się wyzbyło.

Cena wiary: prześladowania i męczeństwo

Kościół Jezusa Chrystusa od samego początku swego istnienia cierpiał prześladowania. Jezus zapowiedział je swoim naśla­dowcom, gdyż - jak czytamy, jeśli świat nienawidził Go, będzie także nienawidzić Jego naśladowców. Lecz Jezus wypowiedział i takie słowa: „Ufajcie, ja zwyciężyłem swat.”

Poczynając od Szczepana, tysiące, wiele tysięcy, cierpiało i umierało w zwycięskiej chwale za swą wiarę, szczęśliwi umierając dla Tego, który umarł za nich. Szczyt prześladowań nastąpił w trzecim wieku, kiedy rzymskie imperium wszelkimi posiadanymi sposobami usiłowało zmieść Kościół, lecz na próżno. Właśnie okrucieństwo tych prześladowań przyczyniło się do tej bezskuteczności usiłowań imperium, gdyż niewzruszoność męczenników i ich radosne umieranie było potężnym świadectwem ich mocy. Ojciec Kościoła, Tertulian, wypowiedział wielką prawdę, gdy oświadczył około 200 roku: „Krew męczenników jest nasieniem Kościoła.” I tak zawsze bywało w historii.

Jeżeli prześladowania wczesnego Kościoła ze strony pogan były okrutne, to prześladowania anabaptystów menonitów ze strony katolickiego i protestanckiego Kościoła państwo­wego w okresie Reformacji, proporcjonalnie do liczby osób, były jeszcze okrutniejsze.

Współcześni historycy wykazują, że były to prześladowania spływające krwią. W pierwszych dziesięciu latach straconych zostało ponad pięć tysięcy Szwajcarskich Braci, w samej tylko Szwajcarii i okolicznych terenach, zwłaszcza w Austrii i Tyrolu.

W pierwszych pięciu latach większość przywódców zginęła na stosie, od toporów katów lub została utopiona.

Prześladowania rozpoczęły się natychmiast po zorganizowaniu się Kościoła w 1525 roku, i aczkolwiek ostatni męczennik został zamordowany w 1614 roku, pełnej tolerancji dla Szwajcarskich Braci nie było aż do roku 1815. Menonici z Berna jeszcze do roku 1750 sprzedawani byli jako galernicy. A i później w XVIII wieku Bracia Hutteriańscy byli ciągle zabijani na terenach Transylwanii i Węgier.

RYS1

Rok 237. Z polecenia cesarza dom z chrześcijanami ma być spalony. Przed podpaleniem domu obwieszczono uwięzionym, że ten, kto wyprze się swej wiary i na dowód tego złoży Jowiszowi ofiarę, będzie uwolniony i zacnie przez cesarza uhonorowany. Jednak nikt z uwięzionych z oferty nie skorzystał. Chrześcijanie wybrali śmierć w płomieniach i jak długo mogli oddychać, śpie­wali na chwałę swemu zmartwychwstałemu Panu.

W Holandii tolerancja nastała nieco wcześniej, choć nie formalnie, w pełni dopiero w 1798 roku. Ostatnia egzekucja miała miejsce w 1574 roku.

Prześladowania naszych praojców tak w Szwajcarii jak i Holandii nie były spontanicznym działaniem podnieconych tłu­mów; było ono zarządzone legalnie przez władze.

Pierwszy wyrok śmierci wydano w roku 1525, a w 1527 anabaptyzm był uważany za ciężkie przestępstwo.

Cesarz Karol V wydał zarządzenie przeciwko anabaptystom, które było odczytane ze wszystkich kazalnic miast i mias­teczek oraz wsi w całym cesarstwie, nakazujące ażeby nie tylko osoby przyjmujące chrzest, ale i rodzice nie chrzczący swych dzieci byli traktowani jako winni przestępstwa za­sługującego na karę śmierci.

Kiedy się okazało, że zarządzenia takie nie są w stanie za­hamować ruchu, władze uciekły się do zastosowania środków okrutnych: Uzbrojone oddziały egzekucyjne żołnierzy wysłane zostały na cały teren aby ścigać anabaptystów i na miejscu ich zabijać, bez żadnych sądowych rozpraw. Ci, których zastano na polach czy drogach zabijano mieczem, zaś złapanych w domach, wieszano na futrynach lub palono z ca­łym domostwem. W prowincji szwabskiej wysłano w roku 1528, 400-stu osobowy oddział konnej policji, aby wybiła wszystkich anabaptystów z tego terenu. Oddział zwiększono później do 800 policjantów a gdy to okazało się za mało, do 1000.

Liczba zabitych była ogromna, ponieważ stosunkowo łatwo było ustalać, kto jest anabaptystą, po prostu poprzez zada­wanie pytania. Pewien anabaptysta usiłując ujść z życiem ukrył swą tożsamość uciekając się do kłamstwa. Wobec tego cesarski zarządca imieniem Berhold Aichele zawlekł siedemnaście mężczyzn i kobiet do stodoły koło miasteczka Aalen i podpalił stodołę wraz z ludźmi. Tylko w samym Palatynacie już przed rokiem 1530 stracono trzystu pięćdziesięciu anabaptystów.

Książe Alojzy, po skazaniu wielu osób na śmierć, zawołał: „Co mam robić, im więcej zabijam tym więcej ich przybywa.” Koło Eisisheim, „Mordowni Alzackiej”, na przestrzeni tylko kilku lat, zabito sześćset osób. W maleńkim miasteczku Kitzbeutel w Tyrolu zabito w ciągu roku sześćdziesiąt osiem osób. W Austrii, w dolinie rzeki Inn, spalono na stosie dwieś­cie dziesięć osób. Ocenia się, że w Tyrolu i Gorizii w końcu 1531 roku zamęczono tysiąc anabaptystów. Natomiast w Ho­landii stracono tysiąc pięćset osób. Kronika Hutterian opisuje egzekucję ponad dwu tysięcy osób naraz.

Zdjęcie NR 2

Ursula była nauczycielką. 9 stycznia 1570 roku została skazana na śmierć przez spalenie na stosie. „Nie wolno ci nic mówić” - powiedziano jej przed wyprowadzeniem na plac kaźni. „A czy mogę śpiewać” - zapytała Ursula. Oprawcy przewidując wpływ śpiewa Ursuli na zgromadzony tłum udaremnili jej zamiar (wbijając drewniany kołek w usta skazanej. Z tym kołkiem szła na stos, spokojnie i z godnością... Kilka dni później w tymże miejscu spalony został jej mąż. Przed spaleniem Ursula była torturowana i chłostana.

Władze Cesarstwa Niemieckiego wydały w kwietniu 1529 roku postanowienie, że „ogłasza się wyrok śmierci na każdego anabaptystę i osobę powtórnie ochrzczoną obu płci, który należy wykonać poprzez spalenie, zabicie mieczem lub jakkolwiek inaczej.” Kubek męczeństwa przepełniony został po brzegi.

Było cudem, kiedy ktoś uszedł z życiem. Ale jeszcze dziwniej­szym było to, że przybywało wielu nowych wyznawców, kiedy męczennicy wydawali niezłomne świadectwo wiary, w pełni spokoju i radości. Wiele modlitw, hymnów i zachęty ze strony męczenników przedostawało się z miejsc ich uwięzienia lub wprost od nich w czasie ich publicznych egzekucji. Niektóre z tych hymnów i świadectw zachowały się i są opublikowane.

Jak podają kroniki, wielu katów odmawiało wykonywania swych ponurych obowiązków.

Na przykład w Szwajcarii prości ludzie bardzo często okazywali sympatię wobec prześladowanych anabaptystów. Tych prostych ludzi nazywano „pół anabaptystami”. Nie rzadko decydowali się oni na pomaganie prześladowanym. W związ­ku z tym władze wydały rozporządzenie karania tych wszystkich, którzy dają schronienie anabaptystom lub im pomagają.

W końcu w roku 1551 władze cesarstwa wydały dekret, mocą, którego sędziowie i ławnicy mający skrupuły w wydawaniu wyroków śmierci na każdego winnego „uchybień wiary”, będą pozbawiani urzędów, karani wysokimi grzywnami i więzieniem.

Jednakże trzeba przyznać, że prześladowania osiągnęły za mierzony śmiertelny cel. Co było dopuszczone przez Bożą opatrzność, stało się. Wielki ruch, obejmujący niemal całą Europę, został w roku 1600 zupełnie zniszczony w środkowych i południowych Niemczech oraz w Austrii. Ocalała tylko gar­stka Braci, w odludnych dolinach i górach szwajcarskich Alp i na otaczających je terenach Szwajcarii. Jedynie w Holandii prześladowania nie zdołały osiągnąć w pełni swego celu.

ZDJĘCIE 3

Dirck Willems odznaczał się szczególną miłością do swych wrogów. Prześlado­wany przez papistów musiał się kryć po odludziach. Wytropiono go jednak. Gdy ociekał przez zamarznięte jezioro, pod goniącym go „sługą władzy” nagle lód się załamał. Dirck widząc to zawrócił i wyratował swego prześladowcę. Ten niezwykły czyn miłosierdzia nie rozczulił duchownej władzy. Dirck został ujęty i uwięziony a następnie spalony żywcem na stosie w Antwerpii, w 1569 roku.

Męczennicy ci przypominają nam o dwóch prawdach. Po pierwsze - ukazują nam, że takie ich świadectwo wiary ma w świecie niezłomną moc, po drugie - potwierdzają prawdę o tym, że nie ma na ziemi siły, która by była w stanie zniszczyć wiarę w Boga. Najheroiczniejszym przykładem męczeństwa pierwszych chrześcijan były późniejsze prze­śladowania anabaptystów w czasie Reformacji. Nawet ich oponenci podziwiają odwagę, męstwo i wytrwałość Braci.

Współczesny katolicki pisarz tak pisał o tym, jak anabaptyści spotykali swą śmierć:

„Takiego dzielnego umierania dotąd nie oglądano, ani o nim nie słyszano, chyba tylko w legendach o świętych.”

Ogół ludzi był pod wrażeniem faktu, że ci męczennicy żyli zgodnie z tym, co głosili. Kiedy po ciężkich cierpieniach w więzieniu w Hohenwittling w Wuertembergii umarł Michael Hassel, nadzorca więzienny powiedział: „Jeżeli ten człowieka nie wejdzie do nieba, ja nie będę miał śmiałości nawet tylko zapukać do bram nieba.”

Po powieszeniu trzech anabaptystów, kat z Burgausen zawo­łał: „Wolałbym uśmiercić siedmiu złodziei niż tych ludzi. Boże, zmiłuj się.” W 1549 roku spalony został na stosie we Fryzji męczennik menonita z Leeuwarden. Wiele osób będących świadkami egzekucji wołało: „To był dobry czło­wiek, jeżeli on nie był chrześcijaninem, to nie ma na świecie chrześcijan.”

Wzruszające zapisy o męczeńskiej śmierci tysięcy Braci, tak mężczyzn jak kobiet, zachowały się i weszły do religijnej literatury Kościoła. Tak do szwajcarskich śpiewników, jak holenderskich, takich jak Ausband (opublikowany po raz pierwszy w 1564 roku), weszło wiele relacji o męczennikach oraz pieśni przez nich napisanych. Już w roku 1562 te re­lacje i świadectwa zostały zebrane i opublikowane w Holandii, w książkowej formie pod tytułem Het Offer der Herm (Ofiara Pana). Książka ta została później poszerzona stając się pozycją szczególnej wagi w całej literaturze menonitów i pod tytułem Bloediigh Tooneel (Zwierciadło męczeństwa) autora T. J. Braght’a po raz pierwszy została opublikowana po holendersku w Holandii w roku 1660. Inną godną uwagi pozycją podobnego charakteru, była książka Gueldene Aepfel la silbernen Schalen (Złote jabłka w srebrnej wazie); opu­blikowana została po raz pierwszy w 1702 roku, zawiera relacje o męczeństwie i świadectwach Michaela Sattlera (+ 1527) oraz Thomasa von Imbroich (+1558). W książkach takich jak te, widzimy otaczające nas „zastępy świadków, którzy nie szczędząc swego życia, wytrwali w wierze i odzie­dziczyli obietnice.”

Zdjęcie 4

Wolfgang Pinder podstępnie został zaproszony na dyskusję z mnichem. Wybit­ny teolog nakłaniał go do zmiany poglądów, przytaczając najwymyślniejsze ar­gumenty. Gdy to nie skutkowało zawołano kata. Pinder został tak zbity, że nie był w stanie utrzymać się na nogach. Zebrawszy ostatek sił zawołał do nękają­cych go duchownych: „O, kapłani, pokutujcie i porzućcie swoje grzeszne życie. Jesteście fałszywymi prorokami, wilkami w owczych skórach, którym Pan prze­powiedział biada” Słowa te, tak rozgniewały inkwizytorów, że nie czekając na wyrok sądu, polecono katowi ściąć heretykowi głowę. Był on jednak tak wycieńczony, że nie mógł nawet uklęknąć przed katem. Toteż odcięto mu gło­wę na leżąco...

Jako konkluzję odpowiednią dla tego rozdziału przytaczamy krzepiącą i natchnioną relację z prześladowań anabaptystów napisaną około 1541 roku. Jest to fragment wyjęty z Hutteriańskiej Kroniki, stanowiący zakończenie opisu mąk tych 2172 braci i sióstr, którzy za swą wiarę oddali życie:

„Tego, co przeżyli, żadna istota ludzka nie była w stanie wyrwać z ich serc, takimi byli oni miłośnikami Boga. Palił się w nich Boży ogień. Raczej woleli ponieść najokrutniejszą śmierć, nawet dziesięć razy umierać, niż zaprzeć się prawdy Bożej, którą przyjęli.

Pili oni wodę wypływającą z Bożej świątyni, tę wodę życia. Rozumieli, że Bóg im pomógł ponieść krzyż i przezwycię­żyć gorzkość śmierci. Palił się w nich Boży ogień. Swój namiot rozstawili nie tu na ziemi, lecz w wieczności, a fundament i ubezpieczenie dała im wiara. Ona była jak kwiat lilii, ich rzetelność jak róża, ich pobożność jak kwiaty z Bożego ogrodu. Pański anioł wstawiał się za nimi, aby nie pozwolili odebrać sobie przyłbicy zbawienia. I dlatego bez strachu znieśli wszelkie tortury i agonię. Rzeczy tego świata był dla nich tylko cieniem, bo mieli zabezpieczone wieczne dobra. Tak byli pociągnięci przez Boga, że niczego innego nie znali, o niczym innym nie myśleli, niczego innego nie pragnęli, niczego poza Bogiem nie miłowali. Przeto też mieli więcej cierpliwości w zno­szeniu cierpień, niż ich wrogowie w ich zadawaniu im.

„Z tego posiewu niewinnej krwi powstawali wszędzie no­wi chrześcijanie, wszyscy bracia, albowiem prześladowania te nie mogły być bezowocne. Wielu ludzi poruszonych wi­dokiem kaźni zaczęło myśleć o swym życiu, o jego napra­wie w świetle przyszłości. Dlatego władze zaprzestały pub­licznych egzekucji męczenników, jak na przykład w Tyrolu. Skazywano dalej, ale potajemnie a zabijano nocą, ażeby ludzie nic nie widzieli.”

Zdjęcie 5

Anneken Heyndricks została wydana przez sąsiada - zdrajcę. Uwięziona śmiało i ze spokojem wyznała przed sędziami swą przynależność do Jezusa i wierność Jego nauce. Nie zrobiły na niej wrażenie namowy duchownego by odstąpiła od swych przekonań. Rozzłoszczony postawą Anneken sędzia zawołał: „Nasz zacny pasterz Albert jest tak święty, że godzien jest by go obleczono w złoto, a ty prostaczko nie słuchasz go. Musisz umrzeć w swoich grzechach, przeklęta odstępczyni.” Anneken nie umiała ani czytać ani pisać. Na nic się zdały namowy i tortury. Kobieta nie wyrzekła się „herezji” Menno. Toteż przywiąza­no ją do drabiny i rzucono w płonący stos.

Anneken zdążyła wypowiedzieć jedno zdanie, skierowane do obok stojącego sąsiada-zdrajcy: „Judaszu, nie zasłużyłam by być zamordowaną, nie czyn tego więcej".

W niektórych miejscowościach więzienia i lochy były zatłoczone, jak to sprawił hrabia Palatynatu. Myślano, że w ten sposób będzie można ugasić i zlikwidować Boży ogień. Lecz w więzieniach rozbrzmiewały pieśni a więźniowie radowali się. Tymczasem znajdujących na zewnątrz ogarniał strach i nie wiedzieli, co robić z więźniami. Wielu całymi latami pozostawało w lochach, znosząc wszelkiego rodzaju tortury i ból. Innym wypalano dziury w policzkach i tak wypuszczano na wolność

Reszta, którym się w ogóle udało ujść, wyganiana była z kraju do kraju, z miasta do miasta. Byli jak sowy i puchacze, któ­rych za dnia nie można widzieć. Często, aby ujść z życiem, musieli się kryć w pieczarach, urwiskach, w dzikich lasach, w norach i ziemiankach. Tropiono ich z psami, polowano i łapano jak ptaki. Wszyscy oni byli bez winy, nie popełnili najmniejszego złego czynu, ponieważ nigdy nikomu nie pragnęli wyrządzić najmniejszej krzywdy czy obrazy.

Wszędzie byli przeklinani, oczerniani i pomawiani o najgorsze skandale. Mówiono, że chcą zapanować nad ludźmi i w tym celu dają im jakiś napój z małych flaszek. Oczerniano po władając, że mają wspólne kobiety, że to są diabelscy ana­baptyści, zwodziciele, buntownicy, fanatycy. Wszędzie wyda­wano przeciw nim cesarskie, królewskie, książęce upoważnienia zabijania, dekrety, polecenia.

Wielu mówiło o nich podstępnie, pozorując dobroć, dysku­towało, używając słodkich i gładkich słów, robili to mnisi, księża, doktorzy teologii, świadcząc fałszywie, grożąc, szydząc, obrażając, kłamiąc o Braciach, których to wszystko nie zdołało wyprowadzić z równowagi ani zachwiać.

Wielu znajdujących się w lochach śpiewało na Bożą chwałę, jakby przeżywali coś radosnego. Inni czynili to samo, podczas gdy ich prowadzono na miejsce kaźni. A śpiew ich był donośny i pełen mocy. Inni szli na place śmierci z uśmie­chem na twarzach, chwaląc Boga, że godnymi byli umrzeć jak chrześcijańscy zwycięzcy, i nie woleli nawet umierać naturalną śmiercią.

Zdjęcie 6

Pieter de Guilcker nie wytrwał i wyrzekł się wiary, za co miał obiecaną wolność. Jednak nie doczekał się jej. Został ścięty. Reszta więźniów była dalej torturowana. Przywiązywano ich do drabiny i kolejno wlewano do ust urynę, następnie deptano ich ciała… Gelijn Cornelius, wybitny mówca, torturowany był z szczególnym okrucieństwem. Rozebranego powieszono za wskazujący palec, przytwierdziwszy do nogi ciężkie żelazo. Był chłostany i przypiekany węglami i płomieniem świecy. Nie zdołano go jednak złamać i wymusić zaparcia się wiary. Książę Alba zmęczony nieskutecznością tortur zaczął grać w karty. Po przerwie polecono katowi wznowić tortury, lecz wiszący męczennik nie reagował na nie. Był jak martwy. Przed egzekucją wyznał, że w czasie tortur doznawał błogostanu. Zginął na stosie w 1572 roku.

Zdjęcie 7

Topienie zatwardziałego heretyka. Matthias Mayer byt nieugiętym menonitą. W dniu Marii Magdaleny ksiądz podesłał podstępnie swoją służącą, aby się wywiedziała od Matthiasa o jego naukach, które rzekomo pragnie bliżej poznać. Z pomocą fanatycznych chłopów zaciągnięto Matthiasa do sędziego. Namowy, by się odrzekł od wiary nie pomagały. Postanowiono, więc zmusić go do wyrze­czenia się poprzez topienie. Trzy razy kat przytrzymywał go pod wodą, i trzy razy skutek był ten sam: krnąbrny heretyk trwał przy swoim. Tak, więc za­twardziałego „winowajcę” utopiono wreszcie, w mieście Wier, w 1592 roku, w obecności przedstawicieli władz duchownych i świeckich.

Dzieje Menonitów w Europie do czasów drugiej Wojny światowej

Hutteriańscy Bracia

Mało jest takich historii w dziejach chrześcijaństwa tak poruszających jak historia Braterstwa Hutterian, którzy ponad cztery wieki utrzymali braterstwo oparte o wspólną własność wszystkich dóbr i praktykując braterską miłość. Większość chrześcijan raczej nie akceptuje ich koncepcji życia, a mało jest tych, którzy bez zastrzeżeń uważają, że pełny chrześcijański komunizm jest nakazany przez Biblię; nikt z nas nie noże jednak zaprzeczyć wielkiemu świadectwu, jakie oni wydali, że byli w swym życiu wolni od grzechu samolubstwa i chciwości wykazując najwyższe oddanie sprawie Królestwa Bożego, cechujące wielką ich historię.

Kiedy John Horsch po raz pierwszy opisał po angielsku ich dzieje (1928) ujął je tytułem: „Dzieje męczeństwa i lojalnoś­ci.” Takimi były rzeczywiście ich dzieje. Inne utopijne wspólnoty przeminęły, lecz hutterianie, wydaje się, opanowali taje­mnicę trwałego braterstwa (istnieją do dziś, 1991 r. - przyp. tł.).

Bracia Hutteriańscy stanowią integralną część ruchu anabap­tystów menonitów, choć nigdy nie używali nazwy „menonici”. Od Szwajcarskich Braci różnili się głównie tym, że prakty­kowali „wspólną własność”, co stanowi dużą różnicę. Grupa ta powstała na Morawach około 1528 roku w chwili największych trudności przetrwania.

Morawy były małym terenem na północ od Wiednia i Austrii, gdzie, w porównaniu z innymi krajami, tolerancyjnie traktowa­no protestanckich „heretyków", przynajmniej w początkowym okresie, choć pozostawały one pod panowaniem konserwatywnego katolickiego króla Austrii, Habsburga. Szwajcarscy Bracia, zmuszeni do ucieczki ze swojej ojczyzny, Szwajcarii, znajdowali schronienie początkowo właśnie tam, w księstwie Lichtenstein koło Nikolsburga. Nawet jeden z książąt Lichtensteinu stał się ochrzczonym członkiem Kościoła powstałego tam w roku 1526. Różnice opinii zaistniałe wśród liczących tam ponad tysiąca członków, doprowadziły do podziałów, głównie na tle sprawy nie sprzeciwiania się (chodziło głównie o odmowę służby w wojsku, tł.). Ci, którzy (opowiadali się za pełnym niesprzeciwianiem się zostali wydaleni z kraju w roku 1528, około 300 osób pod przewod­nictwem Jakuba Widemanna, przeniosło się dalej na wschód do Austerlitz, gdzie ich zaprosił do osiedlenia się tolerancyjny hrabia von Kaunitz. Już w Nikolsburgu nie mający grosza przy duszy uciekinierzy musieli w praktyce stosować częścio­wo komunizm, a teraz w Austerlitz tym bardziej było to koniecznością, ponieważ byli jako biedacy zupełnie poz­bawieni środków do życia. Wybrali, więc spośród siebie „sługi do doczesnych potrzeb” i, zgodnie z zapisami Kroniki Hutterian - „każdy, kto co miał i chciał kładł na położone na ziemi płachty: swoje dary, dobrowolnie z serca.” Krótko potem, inny podział nastąpił wśród uchodźców i grupa zwo­lenników ścisłego komunizmu przeniosła się w pobliże Auspitz. I tam ci chrześcijańscy „komuniści”, nazwani później hutterianami od imienia Jakuba Huttera, wybitnego ich przy­wódcy, zorganizowali wspólnotę, nie na podstawie teoretycz­nych spekulacji, lecz z głębokiego poczucia potrzeby, jako wyraz chrześcijańskiej miłości.

Zdjęcie 8

Hendrik Pruijt, rybak. W 1574 raka w Workum „prawowierni" chrześcijanie wysmarowali heretyka i jego łódź smołą, następnie przywiązali ręce do wioseł i przeklętego menonitę wraz z łodzią podpali.

Należy podkreślić, że powstanie hutterian nie ma nic wspól­nego z współczesnym materialistycznym komunizmem ani z utopijnym humanizmem. Hutterianie nie wierzyli, że komu­nistyczny system ekonomiczny może rozwiązać problem zła w świecie, ani nie spodziewali się, że ktokolwiek może bez chrześcijańskiej wiary stosować ten sposób życia. Według nich, jedynie dzieci Boże, ubłogosławione łaską i mocą Bożą, są w stanie praktykować ten sposób życia. Byli także prze­konani o tym, że wszystkie prawdziwe Boże dzieci uznawać będą takie życie za w pełni słuszne.

Organizacja życia braterstwa hutterian jest taka sama dzisiaj (1991), jak była cztery wieki temu za przywództwa Jakuba Huttera w Auspitz. Grupa z piętnastu lub dwudziestu rodzin tworzyła wspólnotę, nazywaną po niemiecku „Bruderhof” (braterski dwór). Każdy „dwór” miał swego duchowego sługę, to jest religijnego przywódcę, oraz zarządcę czy nadzorcę, którego zadaniem było prowadzenie spraw eko­nomicznych grupy. Zarządca miał do pomocy cztero- lub pięcio- osobową radę asystentów. Odpowiadali oni przed całym zgromadzeniem i swe zadania pełnili tak długo, jak robili to dobrze. Zarządca kierował „grupowymi” od różnych spraw, jak finanse, zakupy, sprzedaż itp.

Pieniędzmi ogół się nie zajmował, nikomu za pracę nie pła­cono, żadnych dóbr nikt nie posiadał jako prywatną własność.

Każdy „Bruderhof” był niezależny, samowystarczalny, jednak udzielający pomocy innym „dworom” znajdującym się w po­trzebie. Członkowie takich wspólnot sami wytwarzali potrzebną żywność, ubrania, budynki. Także sami zajmowali się zaspakajaniem potrzeb kulturalnych, szkoleniem, nabo­żeństwami, itp. Całe życie tych braterstw wyrastało z ducha prawdziwej, chrześcijańskiej prostoty, a wiodącym ich ideałem było pełne poddanie się Bożej woli.

Historia hutterian jest historią niemal niekończących się prześladowań i męczeństwa, bardziej niż jakakolwiek historia innych grup menonitów. Jakub Hutter, oficjalnie będący przywódcą od roku 1533, już w roku 1535 został stracony.

Prześladowania popierane przez austriackich władców trwały nieprzerwanie do roku 1552. Wspomniana grupa cztery razy musiała uciekać z Moraw, dwa razy tylko po to, by znowu wrócić. Lata 1552 do 1592 były latami względnego spokoju. Nastąpił, zatem znaczny rozwój wspólnot, tak, że było na Morawach i na Węgrzech łącznie, co najmniej pięćdziesiąt Braterskich Dworów, z około piętnastoma tysiącami dusz. Kwitła wśród nich wszelka wytwórczość przynosząc tym wiele korzyści dla całego kraju. Hutteriańscy lekarze służyli na dworach książąt, nawet na dworze samego władcy Moraw. Wielu magnatów miało na swych posiadłościach hutteriańskich zarządców. Hutteriański system szkolny stał się mo­delem wzorcowym. Braterskie Dwory były wzorem wyróżnia­jącego się postępu i osiągnięć.

W tym okresie hutterianie byli bardzo ofensywni misyjnie, wysyłając swych „apostołów” do całych Niemiec, skąd wielu nowo-nawróconych przybywało do „obiecanej ziemi” - Moraw i Węgier.

Po roku 1593 wszczęło się wielkie prześladowanie trwające niemal dwieście lat i braterstwo zostało wyniszczone prawie doszczętnie. Pozostało w roku 1767 jedynie sześćdziesiąt sie­dem osób, grupa wiernych i lojalnych dusz, które wizję Braterstwa zachowały żywą. Podczas prześladowań Bracia dodatkowo ucierpieli z powodu austro-tureckiej wojny, także podczas Trzydziestoletniej Wojny (1618-1648), a rząd inspirowany przez jezuitów dążył do kompletnej ekstermi­nacji Braterstwa. Uciekli więc z Moraw na Węgry, następnie w 1621 roku do Siedmiogrodu, w 1767 na Wołoszczyznę (Rumunia) i na koniec w 1770 roku do Rosji. W Rosji przemieszczali się dwa razy, i ostatecznie w latach 1784-1880 cała grupa Braterstwa wyemigrowała do Południowej Dakoty niedaleko Freeman. Po pierwszej Wojnie Światowej, podczas której byli bardzo prześladowani, większość Braterstwa przesiedliła się do Manitoby, Alberta. Obecnie (1942) stanowią grupę liczącą ponad pięć tysięcy osób żyjących w pięćdziesięciu wspólno­tach. W swych surowych zwyczajach i wyróżniających się ubiorach oraz noszeniu bród są podobni do amiszów.

Amisze

Amisze są menonitami, i mówiąc ściśle, powinni nazywać się menonitami - amiszami. Stanowią swoistą dużą grupę spośród Braci Szwajcarskich, wyodrębnioną później jako grupa w dziejach ruchu. Nastąpiło do podczas najsurowszych prześladowań w roku 1693, a usiłowania połączenia się ponownego trwały do roku 1697. Jest krzepiącym fakt, że w Europie podział ten praktycznie został zatarty, także to, że w Ameryce na przestrzeni ostatniej generacji dwie-trzecie z grupy amiszów jest jedno z menonitami. Obecnie (1942) w Ameryce żyje ponad dwanaście tysięcy ochrzczonych członków, w prostej linii wywodzących się z amiszów, razem z dziećmi stanowiących populację w liczbie dwudziestu pięciu tysięcy (największa grupa menonitów w Ameryce) i stale wzrastająca. Wyróżniają się radykalnym przestrzeganiem zasad chrześcijańskiego życia, na wzór pierwszych chrześcijan.

Mówiąc o amiszach pragniemy przedstawić głównie ich ge­nezę i dzieje w Europie na tle pewnych podziałów menonitów.

Przyczyną podziału wśród menonitów w roku 1693 był brak jednomyślności odnośnie prostoty i dyscypliny.

Młody biskup Jakub Amman, prawdopodobnie z Alzacji, przewodził grupie żądającej ścisłego praktykowania unikania wykluczonych członków. Popierał w tym względzie naukę i praktykę głoszoną przez Menno Simonsa i Dirka Philipsa, razem z większością menonitów holenderskich z wczesnego okresu, czego nie aprobowali Bracia Szwajcarscy, protestując przeciw rygoryzmowi Menno Simonsa, i którzy na konferencji w Strasburgu w 1557 roku odrzucili tę praktykę w swoich kościołach. Dortrechtskie Wyznanie Wiary z 1632 roku zawie­ra artykuł o unikaniu wyłączonych a ponieważ to Wyznanie Wiary było zaadoptowane przez kościoły w Alzacji w 1660 roku jako ich własne, jest przeto prawdopodobnym, że wpływ holenderski przeniknął do niektórych wspólnot kościelnych Braci Szwajcarskich. Wspólnoty w Szwajcarii nigdy nie przy­jęły Dortrechtskiego Wyznania Wiary i nigdy nie zaakceptowa­ły unikania wyłączonych. Kiedy podział ostatecznie nastąpił, większość wspólnot Alzacji, łącznie z mniejszością szwaj­carskich wspólnot, poszła za Ammanem, natomiast większość wspólnot szwajcarskich, razem z mniejszością z Alzacji i ze wszystkimi z Palatynatu poszła za Hansem Reistem, starszym szwajcarskim biskupem, którego przywództwo przyjęła wię­kszość Braci. Powszechny pogląd, że przyczyną podziału były sprawy ubiorów, noszenia bród, itp jest zupełnie nie praw­dziwy. W czasie podziałów wszyscy praktykowali te same zasady w tym względzie. Różnice dzisiejsze są spowodowane faktem, że wspólnoty amiszów nie zmieniły strojów ani daw­nych zwyczai, kiedy tymczasem menonici, nazywani „wędru­jącymi”, szli z „postępem” i odchodzili od dawnych skrom­nych zwyczajów.

Wspólnoty amiszów w Ameryce, w swej większości wywo­dzący się z osadników przybyłych” przed rewolucją (1738-1736) lub na krótko po Wojnach Napoleońskich (1817-1850), zachowały prawie wszystkie dawne formy nabożeństwa i stylu ży­cia, jakie praktykowano między menonitami w Szwajcarii i Alzacji dwieście pięćdziesiąt lat temu, zwycięsko opierając się wpływom modernistycznym. Ich stosunek do współczes­nego świata powinien nas zastanowić, czy akceptując wiele zmian i przyjmując nowe zasady nie zdążamy do niebez­pieczeństwa utraty cennych elementów dziedzictwa.

Ze swojej ojczyzny w Alzacji amisze od roku 1697 rozprze­strzenili się daleko i szeroko. Wielu osiedliło się w Zwai-bruecken (teren przylegający do Palatynatu od zachodu, do Alzacji - Lotaryngii od północy), Montbeliard, we Francji, i osiemdziesiąt kilometrów na południowy zachód od Alzacji i Bazylei, w Luksemburgu i Bawarii. W tych wszystkich miej­scowościach amisze osiedleńcy egzystują, lecz utracili swą wyróżniającą ich tożsamość. Mieli też swoje osady w Wittgenstein, Waldeck i Hesse-Kassel. Tutaj jednak wszyscy powymierali. W roku 1815 osiedlili się także na Wołyniu w Rosji, skąd wyemigrowali później do Ameryki. Część dużej grupy osiedleńców zamieszkujących w Galicji stanowili amisze. Obecnie (1942) większość osiedleńców amiszów znajduje się w Ameryce.

Uwaga: słowo „amisz" jest współcześnie używane jedynie dla wspólnot, które zdecydowanie i zwycięsko oparły się zmia­nom i utrzymują stary sposób życia swych przodków z Europy i dlatego bywają nazywani „Amiszami dawnego porządku.”

Jest ich około jednej trzeciej ogółu amiszów zamieszkujących w Ameryce. Pozostali obrali bardziej swobodny styl życia idąc za tendencjami czasów. A oto grupy wspólnot wywodzących się z oryginalnych tradycji amiszów:

  1. Konserwatywni Amisze-Menonici,
  2. Bezbronni Menonici,
  3. Centralna Konferencja
  4. oraz większość „Starych Menonitów” mieszkających na zachód od Pensylwanii.

Przybycie menonitów ze Szwajcarii i Holandii do Niemiec i ich losy do 1914 r.

Menonityzm powstał w Szwajcarii i trwa tam do dziś. W dolinie rzeki Emmy w kantonie berneńskim nie daleko stolicy Szwajcarii mieszkają ciągle jeszcze rodziny menonitów wywodzących swoje pochodzenie z początków tego chrześcijańskiego ruchu (1528). Kilka rodzin przetrwało w okolicach Bazylei. Lecz sercem szwajcarskich menonitów jest Berno.

Wszystkie inne ich wspólnoty w Szwajcarii zostały zlikwidowane przez prześladowanie i emigrację. Wiele wspólnot, wśród których były także bardzo liczne, powstały we wczesnym okresie na terenach wokół Szwajcarii, gdzie mó­wiono po niemiecku aż do terenów na południowy-wschód: w Tyrolu, Austrii, Bawarii, Szwabii, Alzacji, w Palatynacie, Frankonii i dalej do doliny Renu, Kolonii i Hesji. W połowie XVI wieku centrum grawitacji ruchu znajdowało się w południowych Niemczech. W 1557, roku odbyła się w Strasburgu wielka konferencja przywódców ruchu, na której było obecnych pięćdziesięciu starszych, reprezentujących więcej niż pięćdziesiąt wspólnot kościelnych, od Eiffel (koło granicy Luksemburga) do Moraw, z których wiele miały ponad pięćset członków. W roku 1600 krwawe prześladowania wyniszczyły owe wspólnoty niemal doszczętnie. Gdyby nie udało się przeżyć kilku rodzinom szwajcarskich wspólnot, cały ruch by wyginął.

Jednakże dzięki emigracji w siedemnastym wieku szwajcarscy menonici znowu się pojawili na północnych terenach Szwajcarii, gdzie uprzednio ich wygubiono, i dzisiaj znowu jest tam więcej niż pięćdziesiąt wspólnot kościelnych, mających ponad trzy tysiące członków w tym regionie, aczkolwiek żad­na z tych wspólnot nie osiągnęła liczby pięciuset członków. Emigracja ze Szwajcarii częściowo była przymusową, częścio­wo dobrowolną. Prześladowania w Bernie był najsurowsze; stosowano tortury, konfiskowano posiadłości, zsyłano na wy­gnanie. Stopniowo rodziny przemieszczały się do Alzacji, gdzie było znośniej, a w roku 1660 powstało tam pięć zor­ganizowanych wspólnot kościelnych, których duchowi przy­wódcy przyjęli Dortrechtskie Wyznanie Wiary, jako swoje za­sady życia.

W 1659 roku w Bernie władze kantonu zdecydowały wydalić wszystkich Braci z tego terenu, i w tym celu powołano specjalną Komisję do Sprawy Anabaptystów, z policją mającą realizować cel. W roku 1671 i 1709 wydano podobne posta­nowienia i deportowano pod przymusem setki ludzi. Wielu uchodźców uciekało łodziami po rzece Ren.

Głównym miejscem ucieczki w początkowym okresie tych przeraźliwych prześladowań było księstwo Palatynatu, na północ od Alzacji, położone po obu stronach Renu, ze swoją stolicą - Heidelbergiem.

Kraj ten zniszczony francuską inwazją usiłował poprawić swą sytuację, i w 1664 roku zaproszono tam szwajcarskich menonitów do osiedlenia się, jednak na bardzo surowych warunkach ograniczających prawa osiedleńców. Jednorazowo mogło się osiedlić dwieście rodzin, nie wolno im było budować domów modlitewnych ani istniejących uży­wać na ten cel, jedynie po domach mogły się zbierać grupy nie liczniejsze niż dwadzieścia osób, nie wolno im było chrzcić, musieli płacić roczny podatek „od ochrony”, nie mogli uzyskiwać prawa obywatelstwa.

Mimo tych nietolerancyjnych ograniczeń, życie na terenach Palatynatu było rajem w porównaniu z warunkami całkowitej nietolerancji w Bernie. Napływ emigrantów do Palatynatu trwał pięćdziesiąt lat, a największy kontyngent - ponad siedemset osób - przybył tam w 1671 roku. Niektóre rodziny udały się do sąsiednich miejscowości, jak Baden w Wuertembergii i Bawarii. Stopniowo znoszono ograniczenia dla me­nonitów na wszystkich terytoriach i wspólnoty zaczęły się organizować i stabilizować pielęgnując gorliwie aktywne życie religijne.

Już wcześnie, bo w roku 1695 rząd w Bernie planował wy­ekspediować okrętami do Ameryki najbardziej krnąbrnych menonitów, ale projekt upadł. Ostatecznie jednak sami menonici zdecydowali ujść do Pensylwanii, a w roku 1707 stale wzrastający strumień emigracji, tak z Palatynatu jak i Szwaj­carii, przeniósł tysiące rodzin do Nowego Świata. Amerykań­scy menonici, którzy przybyli tam przed 1870, pochodzili - z małymi wyjątkami, ze Szwajcarii, albo bezpośrednio albo via Palatynat.

Jasną stroną tego mrocznego obrazu prześladowań i emi­gracji była rozległa pomoc na rzecz Szwajcarskich Braci udzielana przez menonitów holenderskich. Już w roku 1660 wstawiali się oni u berneńskiego rządu na rzecz swoich współwyznawców. Ta pomoc trwała wiele lat, i była wspiera­na także przez rząd Holandii. Ale co więcej, Bracia zgroma­dzili pokaźne środki dla prześladowanych i potrzebujących pomocy finansując emigrację do Pensylwanii. Ta działalność udzielania pomocy trwała przeszło sto lat, głównie poprzez sprawną organizację, nazywaną „Komisja Pomocy Zagranicz­nej", założoną w 1710 roku.

Na terenie Palatynatu twardy los menonitów trwał nieprzer­wanie do dziewiętnastego wieku. W 1726 roku uchwalono „Prawo odwoławcze” zezwalające uprzednim właścicielom na wykupywanie od nich tej ziemi po cenie pierwotnie przez nich zapłaconej. Wprawdzie formalnie prawo było wydane tylko na okres trzyletni, praktycznie działało aż do roku 1801. Stosowano także inne podobne sposoby dokuczania. Mimo to, menonici niezłomnie trwali w swym przykładnym chrześcijańskim życiu, ku zdziwieniu i zakłopotaniu władz. Stosunek władz Palatynatu do menonitów najlepiej oddaje oficjalne oświadczenie rządowego Inspektora: „Ta sekta jest powszechnie nie lubiana i powinna, oczywiście, być wyniszczona. Jednak codzienna praktyka wykazuje, że lep­szych, pracowitszych i sprawniejszych od nich ludzi, nie można znaleźć. Pomijając ich heretycką religię mogą oni być traktowania jako przykład do naśladowania przez wszystkich ludzie. Nikt nie słyszał o nich ażeby dokonali czegoś sprośnego, by przeklinali lub źle czynili.”

Duchowy dobry stan menonitów z Palatynatu trwał długi czas. Ukazuje to konferencja w Ibersheim w 1783 roku. Zgodnie z podjętą na tej konferencji decyzją, młodzi ludzie godzący się na wojskową służbę byli wykluczani ze społecz­ności, mieszane małżeństwa był zabronione, ewangeliści nie byli opłacani, pijaństwo, przeklinanie, hazardy, tańce, chodze­nie do teatru było karane; próżność i pycha, zwłaszcza oka­zywane w ubiorach oraz codziennym prowadzeniu się były potępiane; siostry przystępujące do komunijnego stołu mu­siały mieć nakryte głowy, członkostwo kościelne oparte było o prawdziwe nawrócenie się, kandydaci do chrztu byli przeszkalani, dzieci poniżej lat czternastu nie mogły być człon­kami. W dziewiętnastym wieku wiele z tych wymogów zostało złagodzone, zwłaszcza poprzez wprowadzenie opłacanych kaznodziei i zaniechanie nie stosowania oporu, jednak życie tych wspólnot nadal cechowała duża aktywność i przetrwała do obecnej generacji (1942). Pomysłowość i inteligencja tych ludzi w ich gospodarowaniu znana była szeroko, a je­den z ich członków, Dawid Moellinger (1709-1786) jest uwa­żany za autora wynalazku systemu płodozmianu, będącego jednym z największych osiągnięć w postępowym rolnictwie.

W tym samym czasie los Braci w ich ojczyźnie Szwajcarii stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Około 1753 roku menonici Berna zostali sprzedani jako niewolnicy francus­kim i weneckim właścicielom okrętów i zatrudnieni jako galernicy a ich dzieci zostały „legalnie” wydziedziczone. Ani pogrzeby ani śluby nie mogły być obsługiwane przez kaznodziei menonitów. W 1811 roku dwadzieścia siedmioro dzieci było przemocą wzięte do świątyni i ochrzczonych w państwowym Kościele, w Langnau (Szwajcaria).

Wielokrotnie przy użyciu policji, brano dzieci do kościoła na katechizację. Dopiero w 1815 roku nastąpiła pełniejsza tolerancja, lecz w zamian za zwolnienie z wojskowej służby trzeba było płacić specjalną kontrybucję.

W tej sytuacji prześladowań nastąpił poważny rozdział pomiędzy szwajcarskimi i alzackimi wspólnotami kościelnymi. Był to ów rozdział amiszów w latach 1693-1697, opisany w in­nej części książki. W latach 1832-1835 znowu, nieco mniejszy podział miał miejsce; odłączyła się sześćdziesięcioosobowa grupa przyjmując nazwę Kościoła Ementalskiego. Z tej grupy rozwinął się ruch, pierwotnie nazywany „Nowochrzczeńcami” (Die Neu Teufer), w Ameryce określani byli jako „Nowi amisze”, później występujący pod nazwą „Chrześcijański Kościół Apostolski”. Pierwsi emigranci do Ameryki z tej grupy przybyli do Nowego Jorku, Ohio i Illinois po roku 1846. Największe ich skupisko znajduje się w okolicach Morton, Illinois.

Z Kościołów szwajcarskich i alzackich menonitów emigracja na dużą skalę rozpoczęła się po napoleońskich Wojnach w Europie oraz po rewolucji i wojnie amerykańskiej w 1812 roku. Od roku 1817 do czasów domowej wojny w Ameryce, wzrosło na dużą skalę osadnictwo z tych terenów (Szwaj­caria, Alzacja) w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych.

Niekorzystnym efektem wielowiekowego prześladowania szwajcarskich i południowo niemieckich menonitów był kwietyzm. Owa bierna postawa wobec świata a nawet wo­bec spraw własnej społeczności, ów duch rezygnacji i samoponiżania się wytwarzający zupełną obojętność, hamującą wszelkie działania. Zabrakło ducha świadectwa, nawet wobec własnych dzieci. Dla przykładu, potomkowie nie więcej niż tysiąca wygnańców, którzy pozostawili Szwajcarię udając się na teren Palatynatu w latach 1671-1711, a później wyemigro­wali do Ameryki (większość), liczą dzisiaj (1942) co najmniej 50 000 osób, gdy tymczasem potomkowie tych, którzy pozos­tali w Szwajcarii nie przekroczyli liczby 2000 osób.

Jest faktem, że populacja menonitów w Szwajcarii i Południo­wych Niemczech pozostała na tym samym poziomie liczebnym, a nawet miejscami zmalała. Grupy te asymilowały coraz bardziej otaczającą kulturę, tak, że dzisiaj, owo poczucie odrębności i misyjnego posłannictwa, tak silnie charakteryzujące niegdyś szwajcarskich braci, zanikło prawie zupełnie. Stali się oni stopniowo jedną z wielu, małą protestancką grupą.

Przybycie holenderskich menonitów do północnych Niemiec i ich losy do 1914 r.

Oryginalny ruch menonitów holenderskich zapoczątkowany przez braci Philips i Menno Simonsa w latach 1533-1536, i dzięki gorliwym ewangelistom i wiernym starszym, został rozprzestrzeniony na rozległym terytorium wzdłuż wybrzeża Północnego Morza i na południe od Bałtyku oraz Antwerpii do Gdańska i w głąb terenu do Aix-la Chapelle, Kolonii, Zagłębia Ruhry.

Najsilniejsze centra ruchu znajdowały się w prowincji na północ od centrum Holandii i południe, obejmując Fryzję, Antwerpię, Emden, Holstein i deltę Wisły. Surowe prześla­dowania zmiotły ruch dość wcześnie na tych terenach, zwłasz­cza we Flandrii i Holstein a także w Kolonii i okolicach Zagłębia Ruhry. Później uciekinierzy z Holandii i Fryzji odnowili działalność tutejszych wspólnot i pozakładali nowe. Duże wspólnoty powstały zwłaszcza po roku 1600, głównie w Crefeld (po 1620 roku), w Hamburgu -Altonie oraz wokół Gdańska w delcie Wisły. Wspólnoty kościelne w Crefeld, Hamburgu i Gdańsku składały się głównie z rzemieślników i kupców, te w delcie Wisły - z rolników mających wielkie osiągniecie w osuszaniu bagien. W Niderlandach wiele wspól­not stanowili rzemieślnicy i kupcy pochodzący z średnich klas społecznych, lecz były także wspólnoty rolników, zwłaszcza we Fryzji. Miejscem powstania dużych wspólnot były: Amsterdam, Rotterdam, Haarlem, Haga, Groningen, Deventer, Utrecht, Leeuwarden. Przetrwały one do naszych czasów, mając po kilka tysięcy członków, jak na przykład w Amsterdamie, gdzie wspólnota liczyła ponad siedem tysięcy członków.

Miejski i kupiecki charakter holenderskich północnych menonitów niemieckich rozwinął swoisty charakter menonityzmu, różniący się od tego rolniczego w Szwajcarii i południo­wych Niemczech. Wraz ze wzrostem tolerancji w Niderlandach, menonici rozwijali się i bogacili stając się coraz bardziej wpływowymi grupami społecznymi i przynależnymi do wyż­szych klas holenderskich obywateli. Na początku, ten proces w wieku XVII był czymś dobrym. Kościoły były ofensywne, cieszące się zdrowym stylem religijnego życia. Jednak do­statek i dążenia do społecznego uznania osłabiły krzepką wiarę męczenników praojców. Menonityzm nie tylko wchodził coraz głębiej w świat ale także coraz bardziej upodabniał się do świata. A kiedy stawał się podobny do świata, łatwym się stawało przekroczenie granicy świeckości. Nawet statys­tyka członkostwa wykazuje obumieranie ruchu, bowiem kiedy skończyły się prześladowania ruch prawie że wymarł, mimo, że prześladowania nie mogły go zniszczyć. Jest wykazane wyraźnie liczbami, że cała społeczność menonitów Holandii zmniejszyła się ze 160 000 członków w roku 1700 do 30 000 w roku 1820. Ponad sto społeczności wymarło zupełnie a inne pomniejszyły się znacznie.

W dziewiętnastym wieku nastąpił niewielki wzrost i obecny (1942) stan liczbowy wykazuje około 70 000 członków.

Wewnętrzne życie menonitów przebiegało wśród wzlotów i upadków. W drugiej połowie szesnastego stulecia nastą­piły poważne podziały, w rezultacie których powstały trzy główne grupy, flamandzka, fryzyjska i nizinna (Waterlanders), z wewnętrznymi drobniejszymi podziałami. Podziały te roz­przestrzeniły się do Kościołów w północnych Niemczech i przeniknęły do rejonów Gdańska. Stamtąd przeniesione zostały przez emigrantów z Gdańska do Rosji (1789,1810) i nie zostały przezwyciężone w tym kraju aż do emigracji w roku 1874. Na szczęście w Holandii podziały te zostały pokonane na długo przedtem. Od roku 1800 menonici Holandii we wszystkich praktycznych sprawach stanowią odtąd jeden organizm, ukonstytuowany w formie „Ogólnej Społeczności Menonitów”. Pierwsza zagraniczna Misja Menonitów zało­żona została na Jawie przez holenderskiego menonitę.

Zaledwie jednak okres podziałów w siedemnastym roku przeminął a już się pojawił nowy ruch teologiczny, znany jako socyjanizm, wchodzący do Kościoła z wielką dlań szkodą, wywodzący się z teologii unitariańskiej. W drugiej połowie tegoż wieku duży wpływ wywarł pietystyczny ruch przebudzeniowy osłabiający zasadniczo typowe cechy menonityzmu, sprawiający to, że menonici upodobnili się do przeciętnych protestanckich kościołów fundamentalnych.

W wieku dziewiętnastym pojawił się teologiczny liberalizm, tym razem w formie modernistycznego racjonalizmu, i zrobił to, czego nie mógł dokonać socyjanizm, a mianowicie przekształcił wielu menonitów w krańcowych unitarian. Tak podstawowa zasada menonitów, jak nie sprzeciwianie się, stała w zupełności pogrzebana. Toteż w końcu dziewiętnastego wieku holenderski menonityzm był rozpoznawalny w swym historycznym aspekcie, jako wierzenie jego założycieli; w istocie w znacznej mierze wyparł się świadomie Menno Simonsa. Za przykładem holenderskich wspól­not kościelnych poszła większość kościołów w Niemczech, w miastach północnych, jak Emden i Crefeld. Ostatnio dają się zauważyć przebłyski przebudzenia ze sta­nu gnuśności wiary. W modnym menonityźmie holenderskim ożywa przeszłość. Na niektórych terenach pojawia się od­nowa teologii ewangelicznej, połączona z bardziej ofensywnym działaniem przebudzeniowym i wzrostem zainteresowania na przykład taką zasadą menonitów, jak nie sprzeciwianie się. Ten ruch zaczął być silnie popierany od czasów pierwszej Wojny Światowej przez specjalne konferencje, znane pod nazwą „Gemeentedagbewegung”, zorganizowane w 1920 roku, i częściowo pod wpływem działania kwakrów. Zanim zajmiemy się następnym tematem warto podkreślić, że holenderski menonityzm wyrządził ogromną przysługę menonitom w Ameryce. Piśmiennictwo holenderskie meno­nitów, zwłaszcza takich autorów jak Menno Simons, Dirk Philips, J.P. Schaballe - Pielgrzymująca Dusza, T. J. Braugha - Zwierciadło Męczenników, wywarło w Ameryce większy wpływ niż jakakolwiek inna literatura menonitów, bowiem praktycznie szwajcarscy i rosyjscy menonici nie mieli własnej literatury. I co ważne, wszystkie wyznania wiary różnych grup w Ameryce są albo wyznaniami holenderskimi albo opartymi o nie. Na przykład oficjalnym wyznaniem „Starszych menonitów”, amiszów i z nimi spokrewnionych wyznań, tworzącymi łącznie grupę 90 000 ochrzczonych członków, używa Dortrechtskiej Konfesji z 1632 roku6, a Generalna Konferencja Menonitów Północnej Ameryki używa Konfesji Corneliusa Ris'a z 1747 roku.

Wspólnoty kościelne Niemiec wschodnich i okolic Gdańska, łącznie z deltą Wisły, zachowały dawną wiarę menonitów i ich zasady, dzielnie trwając do drugie połowy XIX wieku. Zachowały dawną ewangeliczną teologię, przestrzegając typowych zasad menonitów, jak prostota, nie przysięganie i inne, podobnie jak to było w południowych Niemczech. Jednak po militaryzacji Prus w dziewiętnastym wieku i cof­nięciu prawa zwolnień ze służby wojskowej w 1868 roku, sto­pniowo menonici zaniechali przestrzegania zasady nie sprzeciwiania się, aczkolwiek niektóre z tych zasad były zachowywane przez małe grupy do Wojny Światowej (1939) Osadnicy z okolic Gdańska byli największą i najbardziej zwartą grupą w liczbie ponad 15 000 członków, zajmującą się także rolnictwem. Największa miejska wspólnota menonitów znajduje się w Gdańsku (1942).

Wędrówka menonitów z Wschodnich Prus (1789-1820) i ich losy do roku 1914

Z przyczyn „sumienia” menonici często musieli się przemieszczać lecz do roku 1923 nie było tak wielkiej wędrówki zwartej grupy, jak ta ze Wschodnich Prus do Rosji, mająca miejsce sto pięćdziesiąt lat temu. Okazją do emigracji była wspania­łomyślna oferta rosyjskiego rządu, ażeby osiąść na terenach tylko co odzyskanych od Turków, lecz jej główną przyczyną były prześladowania menonitów ze strony pruskich władz.

Tak władze państwowe jak i luterański kościół państwowy zdecydowane były nie dopuszczać do dalszego wzrostu menonityzmu w kraju. Nie mogli się oni pogodzić z faktem liczbowego wzrostu menonitów i ich dobrego prosperowania gospodarczego.

Zasada menonitów nie sprzeciwiania się stanowiła zagrożenie dla wzrastającej militaryzacji potęgi Prus, które coraz bar­dziej stawały się przywódcami militaryzmu w Europie. Stąd podjęto wiele drastycznych działań: menonitom nie wolno było poszerzać swych posiadłości, za wyjątkiem specjalnych sytuacji wymagających odrębnych zezwoleń. Musieli płacić wysokie podatki w zamian za służbę wojskową oraz na rzecz luterańskiego Kościoła.

Nic więc dziwnego, że menonici byli gotowi rozpatrzeć tę wspaniałomyślną ofertę rosyjskiego rządu, przysłaną im przez specjalnego wysłannika w roku 1786, a potwierdzoną tegoż roku przez delegatów specjalnej komisji z Rosji.

Oferta zawierała takie znamienne warunki: darmowy transport do Rosji, 80 h ziemi na każdą rodzinę, pożyczka 250 dolarów do spłacenia na dogodnych warunkach po pierwszych zbiorach, zupełna wolność religijna, swoboda używania i nauczania swojego języka w swoich szkołach, zwolnienie od obowiązku wojskowej służby, samorząd w swoich wspólnotach, zwolnienie od podatków na dziesięć lat z pozostawieniem niewielkiego podatku państwowego. Zawierała także ograniczenia: menonitom nie wolno było prowadzić działalności religijnej pomiędzy rodowitymi Rosjanami. Wszystko to było zagwarantowane specjalnym carskim dekretem „po wieczne czasy”.

I tak pierwsza grupa emigrantów, złożona ze stu dwudziestu ośmiu rodzin opuściła region gdański jesienią 1788 roku i rozpoczęła podróż wozami; do miejsca przeznaczenia dotarli latem 1789 roku, do miejscowości Hortica, przy dopływie Dniepru, opodal wielkiej tamy. Dalsze grupy zaczęły także emigrować i w roku 1800 osada nad Horticą nazwana „Starą Kolonią” liczyła ponad czterysta rodzin, stanowiąc razem dwa tysiące dusz.

Druga wielka grupa emigrantów osiadła w 1803 roku wzdłuż rzeki Mołoczna, około sto kilometrów na południe od Horticy. Liczyła ona trzysta czterdzieści dwie rodziny przybyła z Prus. Sześć łat później przybyło do Horticy, dziewięćdziesiąt dziewięć dalszych rodzin, a w roku 1820 znowu dwieście. Do 1840 roku łączna liczba osiadłych w Mołocznie wynosiła siedemset pięćdziesiąt rodzin. Powstała tutaj osada większa niż Stara Kolonia. Wziąwszy razem było tysiąc sto pięćdziesiąt rodzin stanowiąc w sumie liczbę około sześć tysięcy dusz, które zdecydowały się wyemigrować z Prus do Rosji, na przestrzeni pięćdziesięciu lat, od 1789 do 1840 roku. Większość z tych emigrantów stworzyła dwie zwarte grupy. Inne mniejsze grupy udały się z Prus do południowej Rosji nieco później.

Nowi osadnicy, nazywani w Rosji kolonistami, poczynili niebywałe postępy w każdej dziedzinie życia podczas wiekowego przebywania i własnej stabilizacji trwającej do Wojny Światowej w roku 1914. Mimo wielkiej emigracji w latach 1874-1880, która wyprowadziła do Ameryki co najmniej jedną trzecią liczby kolonistów, łączna liczba menonitów w Rosji do roku 1914 zwiększyła się do stu tysięcy dusz, wyłącznie poprzez przyrost naturalny. Tereny w pierwotnych koloniach były ograniczone, toteż przyrost naturalny powodował powstawania tak zwanych „kolonii córek”. Te młode kolonie powstawały zazwyczaj na obrzeżach starych, były kupowane przez te stare i na dogodnych warunkach sprzedawane nowym rodzinom. Pierwsza taka kolonia została założona w roku 1836, a ostatnia tuż przed światową Wojną. Lecz kolonią założoną najpóźniej ze wszystkich, była kolonia nad Amurem, tuż przy granicy z Mandżurią, założona przed piętnastoma laty (przed 1942). Największą z „kolonii córek" była kolonia założona przez kolonistów z Horticy w latach 1907-1910 w zachodniej Syberii, gdzie jednorazowo osiedliło się dwieście rodzin. Osadnicy zakładali kolonie także na Krymie, Kaukazie, nad środkową Wołgą, w Orenburgu, Ufie i pomiędzy tymi miejscowościami. Należy stwierdzić, że na początku swej egzystencji kolonie „matki” wykazywały pewien egoizm w korzystaniu ze swych dóbr i nie udzielały należnej pomocy nowym rodzinom, aż zostały do tego zmu­szone przez zaistnienie takiej sytuacji, w której połowa ludności kolonii nie miała uprawnej ziemi.

Historia religijnych działań kolonistów w Rosji jest niezwykle interesująca; brak miejsca nie pozwala na szczegółowe relacje. Korzyści i niebezpieczeństwa odseparowanego od obcej kultury życia kolonistów są dobrze zilustrowane dziejami menonitów. Obciążeniem dla osadników były pewne rozdźwięki przyniesione ze sobą z Prus. Dużo czasu potrzeba było na ich przezwyciężenie. Bardziej niepokojącym stawał się fakt, że członkostwo w Kościele stopniowo stawało się bardziej sprawą urodzenia niż sprawą przeżycia nawrócenia.

Brak pobudzania z zewnątrz oraz surowe warunki życia i pracy niosły ze sobą stopniowe osłabienie duchowe.

Surowa dyscyplina była traktowana jako środek utrzymania życia według kościelnych przepisów, lecz często zewnętrzny przymus zajmował miejsce wewnętrznego uświęcenia, a mo­ralność słabła w wielu dziedzinach życia, dyscyplina stawała się nie zrównoważona. Kaznodzieje coraz mnie głosili Słowo i napominali, co zrodziło powszechny zwyczaj czytania kazań z książek i biernego naśladowania dawnych tradycji.

Ponieważ koloniami kierował lokalny zarząd, menonici musieli używać siły policyjnej i działać niekiedy stosując przymus, ze szkodą dla duchowego życia. Brak możliwości dla misyjnej pracy i ewangelizacji (zakazana przez rząd od początku), przyczynił się także do podcięcia nerwu pobudzającego do świadczenia, co skierowało wysiłki menonitów na tworzenie swoistej menonickiej kultury. To właśnie było wadą życia w zamkniętych koloniach.

Z krytyką nie można jednak iść za daleko. Wbrew wszystkim swym słabościom i niepowodzeniami menonici rozprzestrzenie­ni po całej Rosji okazali się jako dzielni obrońcy chrześci­jańskich zasad życia, takich jak zasada niesprzeciwiania się, nie przysięgania, prostota życia, nie upodobnianie się do świata, wymóg porządnego życia i przyzwoitości, aczkol­wiek nie zawsze praktykowali te cnoty doskonale. Niezłomnie podtrzymywali fundamentalną chrześcijańską wiarę, opartą na nauce Biblii, traktując Kościół jako główną i centralną sprawę swego życia.

Jak wszędzie, także w Rosji menonici byli dotknięci podziałami. Obok nieznacznego podziału, jaki się pojawił w latach 1812-1819 w kolonii Mołocznej, doprowadzającego do wyo­drębnienia się radykalnej grupy „Kleine Gemeinde" (mały zbór) pod przewodnictwem kaznodziei Klausa Reimera, miał miejsce także duży podział wśród menonitów, o dużym znaczeniu. Było nim zorganizowanie Braterskiego Kościoła Menonitów w Gnadenfeld w kolonii Mołocznej, w roku 1860.

Następny zarazem jedyny podział, nastąpił w 1869 roku, kiedy grupa z Kleine Gemeinde żyjąca na Krymie odłączyła się od pozostałej całości, nazywając siebie Krymskim Bratestwem Menonitów. Te trzy oddzielne grupy z dodatkiem głównego zespołu rosyjskich menonitów, tworząc razem cztery ugrupowania, miały swój udział w emigracji do Ame­ryki w latach 1874-1900. Nie należy zakładać, ze główna grupa menonickich wspólnot w Rosji stanowiła dobrze zorga­nizowaną jednostkę. Tak nie było.

Podział w roku 1860 jest bardzo interesujący z tego względu, iż doprowadził do autentycznego przebudzenia i zmian w nieco zubożałym życiu religijnym rosyjskich menonitów.

Przebudzenie przyszło z zewątrz przez osobę Edwarda Wuesta, zdolnego kaznodzieję i ewangelistę z pietystycznego ruchu luteran, osiadłego niedaleko kolonii Mołocznej: Mimo pewnych ekstremizmów wyrządził im wiele dobra. Podkreślał waż­ność osobistego przeżywania doświadczeń chrześcijaństwa, ważność nieprzerwanej modlitwy i społeczności z Bogiem, oraz gorliwego chrześcijańskiego życia. Słabością jego było przeakcentowywanie emocji kosztem praktykowania chrześcijańskiej świętości. Menonici z Mołocznej, którzy doświadczyli duchowego przebudzenia przez usługę Wuesta stali się wyraźnie świadomi braków istniejących wśród ra­czej tradycją związanych Kościołów, których dotąd byli częścią. Zrozumieli potrzebę zachowywania ścisłej dyscypliny. Przystąpili więc do działania, lecz nie znalazło to głębszego oddźwięku wśród przywódców Kościoła. W rzeczywistości wywołali raczej zawzięty sprzeciw.

Przeświadczeni o niemożności tolerowania dłużej „starego” Kościoła, w liczbie osiemnastu członków odłączyli się od wspólnoty w Gnadenfeld i zorganizowali bratestwo, uzyskując przez to możność głoszenia swoich poglądów. Jest zdumiewającym dla nas dzisiaj, że władze „starego Kościoła” prześladowali nową społeczność powodując aresztowania i nakładanie kar łącznie z zagrożeniem utraty cywilnych praw.

Należy pamiętać, że w owym czasie wewnątrz Kościoła menonitów w Rosji religijne przebudzenie było już w toku i że uformowanie się Braterskiego Kościoła Menonitów niewątpliwie przyspieszyło ten przebudzeniowy proces.

Podział miał zbawienny wpływ gdyż obudził co gorliwszych przywódców „starego Kościoła” ukazując potrzebę dogłębnej reformy. Stąd pośród rosyjskich menonitów nastąpił ogólny postęp ku lepszemu.

Aby przedstawić wyczerpująco niezwykły postęp kulturalny i ekonomiczny rosyjskich menonitów trzeba by mieć wiele miejsca, gdyż chodzi o długi okres ich historii. Nowa ojczyz­na dała menonitom po raz pierwszy w ich dziejach możliwość nie tylko pełnego rozwinięcia ich religijnego życia zgodnie z ich sumieniem ale także działalności ekonomicznej i kulturalnej, zgodnie z ich uzdolnieniami. Nieograniczona ekspan­sja stała się możliwa we wszystkich kierunkach.

Po pierwsze, menonici zostali wyszkoleni przez zadania pełnione w Prusach na terenach delty Wisły, w miejscu skąd przybyli. Stopniowo prowadzeni przez dalekowzrocznych przywódców opanowali nowe metody gospodarzenie na roli, wprowadzili nowe gatunki roślin, nowe organizacje kooperacyjne. W tym ruchu postępu wybitnym specjalistą okazał się Johann Cornies, w latach 1830-1848 przewodniczący i or­ganizator towarzystwa rolniczego oraz wybitny ekspert. Do czasu Wojny Światowej menonici mieli wysokie dochody wynikające z bardzo produktywnych ról i nowoczesnych metod gospodarowania, także i dlatego, że opanowali młynarstwo i wytwórczość. Wśród różnych przedmiotów produkowali większość rolniczych narzędzi wytwarzanych w Rosji.

Tak samo wybitnym osiągnięciem była ich postępowa działal­ność w szkolnictwie i ochronie zdrowia. Utrzymywali własne szkoły: podstawowe, średnie i zawodowe. Organizowali szpitale i przytułki, wydatnie wspomagając organizacje opiekuńcze.

Wszystko to skończyło się nagle przez wybuch światowej Wojny i Rewolucję bolszewicką. Wielki kryzys rosyjskich menonitów rozpoczął się wraz z utratą różnych przywilejów, zwłaszcza zwolnienia od wojskowej służby (1870), oraz przez wzrastający militaryzm i rusyfikację obcych narodowości, szczególnie w niemieckich koloniach.

Kiedy usiłowania odzyskania utraconych przywilejów nie dały rezultatu, wielu menonitów postanowiło emigrować. W roku 1873 dwunastu delegatów wyjechało do Stanów Zjednoczonych oraz Kanady ażeby przekonać się co do słuszności zamierzeń oraz aby wybrać właściwe tereny dla zlokalizowania miejsc do osiedlenia się. Próbowali oni uzyskać gwarancję wolności religijnej i zwolnienia od służby wojskowej. Wynik tej podróży był wysoce zadawalający, powodując emigrację ponad 18.000 rosyjskich menonitów do Ameryki, w latach 1874-1880.

Pierwsza grupa 6 000 osób przybyła na miejsce w 1874 roku. Trzecia część tych emigrantów osiedliła się w Manitobie, reszta w większości w Kansas, a także w Nebrasce, Południowej Dakocie i Minnesocie. Obecnie potomków z tej emigracji jest, łącznie z osiedleńcami w Meksyku i Paragwaju, blisko 100 000 dusz (1942).

W międzyczasie rząd rosyjski bojąc się utraty całej populacji menonitów, będących najbardziej cennymi mieszkańcami, zmienił odnośnie nich swoje wymagania. Obiecano zwolnienie od służby wojskowej, dając możność państwowej służby pozamilitarnej, na przykład w leśnictwie. Projekt służby leśnej, w większości na koszt Kościoła, został na koniec 1880 roku opracowany i wprowadzony w życie, ku zadowoleniu tak menonitów pozostających w Rosji jak i rządu. Tak to utrzymano zasadę nie sprzeciwiania się7. Według oceny samych menonitów w Ameryce, cały kryzys był bardzo owocny, ponieważ wniósł wiele świeżych elementów. Mając zaś na uwadze tragiczny los menonitów w bolszewickim reżimie po roku 1917, emigracja do Ameryki okazała się opatrznościową. Być może z tej nowej bazy w Ameryce potomkowie rosyjskich menonitów będą mogli podjąć wielkie dzieło dla swych cierpiących braci w ich starej „ojczyźnie” Rosji.

Dzieje menonitów w Europie w czasie Wojny światowej i po niej (1914-1942 )

Wojna światowa (1914-1918) choć była katastrofą, nie stanowiła dla losów menonitów w Europie jakiegoś przełomu. Lecz patrząc z perspektywy szczerszych przemian, jakie nastąpiły w tym okresie, jest takim przełomem.

Przypadek menonitów w Rosji jest niezwykły. To, co się tam działo jest historią przerażającą. Można to ująć jednym zdaniem: menonici w Rosji zostali wymordowani. Nie spowo­dowała tego sama wojna, lecz załamanie się dyktatury car­skiej i ustanowienie ateistycznych, komunistycznych rządów bolszewickiego reżimu, określanego jako Związek Rad.

Narastająca potrzeba społecznych zmian, nędza - owoc wojny domowej oraz głód spowodowały stopniowe wprowadzanie kolektywizacji i antychrześcijaństwa. Ostatecznie do kolonii menonitów także dotarta rewolucja w całej pełni. W 1930 roku osady menonitów zlikwidowano, zakazano nabożeństw, życie kościelne stłumiono, a młodzież skomunizowano. Stare kolonie z ich całą kulturą, dostatkiem i prywatnym życiem zostały zmiecione. Jeżeli nawet pozostali jacyś menonici, a na pewno tak było, musieli prowadzić życie „w ukryciu”, wystrzegając się wszelkich jego zewnętrznych oznak i or­ganizacji, godząc się na wychowanie dzieci na antychrześcijan i bolszewickich komunistów.

Obok tej likwidacji życia menonitów nastąpiła ta druga, fizyczna ich eksterminacja obejmująca tysiące istnień. Klęska głodu w latach 1920-1922 nie wyrządziła wielkich strat po­nieważ w tym czasie szła pomoc od amerykańskich meno­nitów. Lecz likwidowanie „kułaków” i dobrze prosperujących gospodarstw zarządzone przez władze nastąpiło po ciężkim głodzie w latach 1933-34. Egzekucje, deportacje do odległych lasów na obszarach Archangielska, do kopalni złota na Uralu lub na Syberię a także zwykle „przesiedlenia” spowo­dowały masową śmiertelność wśród menonitów. Znikła bogata kolonia w Mołocznej, poza kilkoma starcami nikt z menoni­tów nie pozostał w tym miejscu.

Oblicza się, że w tym okresie zginęło w Rosji ponad 30 000 osób.

Ten tragiczny los menonitów w Sowietach pomiędzy dwoma światowymi wojnami był największą katastrofą od czasów prześladowania w okresie Reformacji. Brutalnością prześla­dowców i okrucieństwem ich zbrodni oraz liczbą ofiar przewyższa ona prześladowania dawne. Ale mimo to nie znikła nadzieja, że kiedy zakończy się wojna (jest rok 1942) menonici z Ameryki będą mieli znowu wielki przywilej służenia tak duchowo jak i materialnie tym ostatkom pozosta­łym po niegdyś kwitnącym w Rosji menonityźmie.

Ale nie możemy przeoczyć zdumiewającego ocalenia ponad 25 000 menonitów z Rosji, dzięki dwom wielkim emigracjom, w 1923-1928 i 1929-1930. Wcześniejszy ruch przesiedleńczy sprawił, że 20 000 dusz osiedliło się w Kanadzie, przy pomocy Kanadyjskiego Towarzystwa Menonitów do spraw Koloniza­cji, a później 4 000 osób przybyłych do Paragwaju i Brazylii oraz l 000 znowu do Kanady. W tym późniejszym okresie zasadniczą rolę odegrał Centralny Komitet Menonitów, zwłaszcza w zabezpieczaniu miejsc w paragwajskim Chaco.

Innym groźnym następstwem pierwszej Wojny Światowej, wpływającym na dzieje menonitów europejskich było pow­stanie narodowego socjalizmu i hitlerowskiego reżimu w Niemczech. Porażka Niemców w Wojnie Światowej miała otrzeźwiający wpływ na menonitów w Niemczech a miano­wicie przez to, że pomoc udzielana po wojnie spowodowała nawiązanie kontaktów z menonitami w Rosji i Ameryce oraz zainteresowania w niektórych rejonach zasadą nie sprzeci­wiania się. Ruch zwolenników Hitlera w 1923 roku oraz doj­ście jego do władzy w roku 1933 połączone ze wzrostem militaryzmu zniszczył jednak te kontakty w zalążku.

Jest zdumiewające, że narodowy socjalizm znalazł, niestety, zwolenników także wśród niemieckich menonitów, zwłaszcza we Wschodnich Prusach, a sprzeciw bardziej konserwatywnych przywódców nie był w stanie zahamować tych tendencji.

Przerażającym był nowy duch ujawniony w formalnym od­rzuceniu, na pierwszej konferencji niemieckich menonitów, zasady nie sprzeciwiania się, co miało miejsce w 1935 roku.

Innym podobnym zjawiskiem była decyzja połączenia w jedno wszystkich kościelnych wspólnot menonitów; mianowicie, Południowej Konferencji Niemieckiej i Pruskiej Konferencji oraz innych mniejszych ugrupowań. Nacjonaliści hitlerowscy usiłowali zaszczepić nową filozofię życia, przeciwną historycznym zasadom życia menonitów. Jak wielką szkodę wyrządzono wówczas, trudno ocenić; lecz mimo wszystko sporo dobrego ocalało.

Po obaleniu hitlerowskiego reżimu przed menonitami w Niemczech staną nowe zadania. Jest możliwym, że liczne kontakty nawiązane przez menonitów amerykańskich dzięki działaniu pomocy przesiedleńcom, a także program pomocy dla Polski odnowią i wzmocnią wzajemne wpływy.

Menonityzm w Holandii ujawniał wiele oznak ożywienia po Wojnie światowej. Poprzez „Gemeentedagbeweging", krótko opisany w poprzednim rozdziale, przenikły wpływy ożywia­jące duchowe życie ewangeliczne w niektórych rejonach, zwłaszcza wzrosło zainteresowanie zasadą niesprzeciwiania się. Razem z tym wzrosła aktywność misyjnej pomocy, oraz świadomość społeczna. Nowa wojna zakłóciła te tendencje, kiedy Holandia znalazła się w roku 1940 pod okupacją, lecz wydarzenia wojenne i sama okupacja niemiecka zwię­kszyły a nie zmniejszyły owe tendencje do duchowego prze­budzenia. Zapewne dla holenderskich menonitów zaświta jeszcze nowy dzień.

Interesującym zjawiskiem naszych czasów w historii Europy jest wzrost zainteresowała menonitów międzynarodowymi kontaktami. Znalazło to swój wyraz w tak zwanych „Światowych konferencjach menonitów" w roku 1925, 1939 i 1936. Okazją dla zorganizowania pierwszej konferencji było czterystulecie założenia Kościoła Menonitów w Bazylei (Szwajcaria).

Druga konferencja była „Konferencją Pomocy", związaną z niesieniem wsparcia menonitom w Rosji; odbyła się w Gdańsku. Okazją dla trzeciej konferencji było czterystulecie nawrócenia się Menno Simonsa, odbyła się ona w Amsterdamie w 1936 roku. Uczestnictwo w tych konferencjach było w większości ograniczone do nieoficjalnej obecności ze strony niemieckich i holenderskich menonitów oraz kilku osób ze Szwajcarii i Północnej Ameryki. Obudziły one zainteresowanie nawiąza­niem szerszych kontaktów mogących zaowocować w przysz­łości.

Patrząc na te konferencje z pozycji światowego menonityzmu, te „światowe konferencje” reprezentowały jedynie małą część ogółu menonitów i to tę, która najdalej odeszła od oryginalnej wiary praojców-założycieli. Patrząc całościowo na ten ruch, można zauważyć, że obecnie centrem grawitacji światowego menonityzmu staje się Północna Ameryka.

Jest tak nic dlatego, że na ogólną liczbę 300 000 menonitów większość z nich żyje w Ameryce a reszta - 100 000 w in­nych krajach; także nie dlatego, że menonici w Ameryce są bardziej aktywni i lepiej zorganizowani, lecz przede wszystkim dlatego, że nieporównywalna dynamika i moc menoni­tyzmu w Ameryce wyrasta z zachowywania wiary.

Menonityzm w Ameryce stoi obecnie (1942) przed wyzwaniem. Posiada możność prowadzenia na światową skalę odnowy wielkich zasad historycznego dziedzictwa menonitów i przy­ciągnięcia wszystkich menonitów wszędzie do ruchu stoso­wania zasad pełnej prawdy Ewangelii Jezusa Chrystusa le­czącej rany okaleczonego świata.

Koniec

Aneks

Strój a zasady żyda menonitów amiszów - sytuacja dzisiaj

Obecnie główne skupiska menonitów i amiszów znajdują się w U.S.A. i o nich, widzianych z bliska w ich domach oraz poznawanych z historycznego i współczesnego piśmiennictwa chcę coś jeszcze dodać do tej książki. Jest to mój osobisty obraz i refleksja człowieka tęskniącego za autentycznym chrześcijaństwem.

Przeglądając niedawno piękny album zatytułowany: „200 lat w obrazach i fotografii”, przedstawiający życie kobiety i mężczyzny w Ameryce, byłem uderzony pewną prawidłowością przemian strojów. Polegała ona na stopniowym odchodzeniu od odmienności strojów męskich i damskich.

Pierwsze strony książki ukazywały kobietę smukłą, być może dzięki gorsetowi przesadnie wąską w biodrach, o lekkiej sylwetce, delikatną, pięknie uczesaną z długimi włosami, w długiej sukni, w delikatnych pantofelkach o twarzy pełnej wdzięku, powabnej delikatności i głębokiego uroku. Był to obraz sprzed 200 lat.

Mężczyzna w swym wyglądzie stanowił tutaj kontrast. Elegancja męskiego stroju, zazwyczaj ciemnego, emanowała powagą, siłą, zdecydowaniem. Główny zarys sylwetki męskiej był niejako odwrotnością damskiej: góra szeroka, barczysta, ku dołowi zwężająca się. Zgodnie zresztą z zasadniczym kształtem męskiej figury. Jak daleko można było gołym okiem dostrzec ludzką postać nie było możliwym nie rozróżnić kobiety od mężczyzny, chłopca od dziewczynki. Ostatnia strona albumu zawierała fotografię współczesnej i rodziny. Była to liczna rodzina, kilkanaście osób, trzy pokolenia. Wszyscy byli ubrani w coś, co przypominało raczej sportowe dresy. Długie fryzury chłopców podobne do damskich utrudniały określenie, kto z rodziny jest rodzaju męskiego a kto damskiego. Pozy i gesty pozbawione były jakiejkolwiek elegancji czy wdzięku, poza tym, że wszyscy byli uśmiechnięci i mieli twarze wyrażające zadowolenie jakie się ma po polizaniu dobrych lodów. I cóż w tym szczególnego powie ktoś? Otóż twierdzę, że jest coś szczególnego a mianowicie: jest to smutny symptom zatracania najcenniejszej cechy osobowości człowieka, a mianowicie typowości obu płci związanej ze specyficznymi funkcjami życiowymi mężczyzny i kobiety (ta fizjologiczne rozrodcza choć mocno zachwiana, jeszcze jakoś funkcjonuje) i poprawną organizacją życia małżeńskiego rodziny.

Strój i wygląd amiszów trzymających się wiernie i niemal kurczowo od przeszło 300 lat obyczajowości chrześcijań­skiej, wyrosłej z posłuszeństwa Bożym poleceniom, jest dla współczesnego niewolnika zwyrodniałej mody czymś osobliwym i dziwacznym. A właśnie ten ich strój radykalnie akcentuje odmienność płci, to jest charakter osobowości męż­czyzny i kobiety stosownie do ich przyrodzonej, niezmiennej funkcji, zgodnie z Bożym nakazem. Mówi o tym Pismo Święte:

Kobieta nie będzie nosiła ubioru męskiego ani mężczyzna ubioru kobiecego, gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest Parna Bogu. 5 M 22, 5

Amisz jest ubrany zazwyczaj na ciemno z białą koszulą, ma brodę, starannie utrzymaną, czarny kapelusz jest jego jedynym nakryciem głowy, spodnie ma szyte tak, jak przed wiekami, z klapą na przedzie itd. Chłopcy w swym stroju są miniaturkami swych ojców, dziewczynki matek. Rodzi­na i całe pokolenia są zintegrowane, wolne od tendencji od­środkowych, co ma także wyraz zewnętrzny. Amiszki odziewają się w długie spódnice, na głowach noszą ładne delikatne czepki, włosy mają upięte w koki, dziew­czynki w warkoczyki. Zgodnie ze Słowem Bożym - biżuterii, wymyślnych ozdób ani malowania się nie uznają. Natomiast bardzo pilnie przestrzegają higieny, czystości i przyzwoi­tości ubierania się. Na ogół mają trzy razy mniej ubrań niż przeciętna amerykanka, gdyż zasadą amiszów jest unikanie wszystkiego, co bywa zbyteczne. Uważają bowiem to za marnotrawstwo i niepotrzebne obciążenia. A ponieważ ich styl życia nastawiony jest na rozwijanie dzielności i odporności na trudy, przeto zmiany pogody i temperatury nie powodują u nich zbyt wrażliwego reagowania zmianą stroju. W 1988 roku środkową Amerykę nawiedziły niebywałe upały, temperatura dochodziła do 50 stopni Celsjusza, lecz amisze „nie pocili się”. Kiedy duża ich grupa zatrzymała się w przydrożnej restauracji i siedząc obok nich mogłem ze zdumieniem obserwować normalnych Amerykanów, ubranych a właściwie rozebranych prawie do naga, mdlejących z gorąca, i obok nich amiszów - też Amerykanów, ubranych w swoje tradycyjne stroje, czarne spodnie, koszule z długimi rękawami i kobiety w długich spódnicach i żakietach, spokojnie, jakby nie było upału, spożywających jakieś gorące dania jeszcze raz przekonany zostałem o tym, że wyznawane zasady życia są mocniejsze niż upały i że w z tego samego człowieka mogą uczynić albo fajtłapę albo komandosa, stosownie do rodzaju tych zasad.

Strój amiszów traktowany przez ignorantów jako zakonne dziwactwo, wyraża coś bardzo ważnego i zasadniczego, zwłaszcza noszenie przez kobiety owych czepków. Amisze całe swe zachowanie się i postępowanie pragną kształtować jak było wspomniane według Bożego Słowa. Ich zasad niczym dążeniem jest żyć we wszystkich obszarach ludzkiej egzystencji zgodnie z Bożym porządkiem stworzenia przedstawionym w Biblii. Stąd też nakrywanie głowy przez kobie­ty jest wyrazem uznania Bożego porządku w fundamentalnej warstwie życia, jaką jest organizacja rodziny. Kobieta amiszka dobrowolnie, z inteligentnym zrozumieniem przyjmuje role pomocnicy męża (swojego) , i na znak akceptacji swej funkcji według Bożego porządku („uczyńmy mu pomoc stosowną do jego potrzeb” - l M 2, 18) nosi tego znak - nakrycie głowy. Nie obchodzi ją świat mody, gdyż nie on stanowi dla niej autorytet. Amiszka swoje najgłębsze ambicje lokuje w wypełnianiu Bożego polecenia: rodzenie i wychowanie dzieci oraz pomaganie swojemu mężowi. Tu jest jej serce. Dlatego jest pogodna a w rodzinach amiszów nie ma tych na­pięć typowych dla niechrześcijańskich czy pseudochrześcijańskich rodzin.

Rodziny amiszów są liczne, nie rzadko liczba dzieci przekracza dziesiątkę, kobiety są zdrowe, pogodne, spokojne, uprzejme i opiekuńcze. Ponadto są bardzo zaradne i dzielne.

Typowy amisz jest człowiekiem twardej pracy, cechuje go wytrwałość i odpowiedzialność. Od wczesnej młodości zostaje zaprawiany do wczesnego wstawania, bezwzględnej obowiązkowości, dbałości o rodzinę i gospodarstwo. Nie zaj­muje się błahostkami. Rolnictwo i hodowle bydła, prowa­dzone niekiedy przy ograniczonym korzystaniu z najnowszych udogodnień techniki zmuszają amiszów do dobrej organizacji pracy, wynalazczości i wykorzystywania naturalnych źródeł energii (wiatraki, wodne młyny, energia słoneczna itp). Wierność Bożym przykazaniom i niezłomna ufność obietnicom podanym w Biblii sprawiają, że w wielu dziedzinach życia amisze wyróżniają się szczególną mądrością i przedsiębiorczością. Mało kto wie o tym, że to menonici - amisze niegdyś zamieszkujący dorzecze Wisły osuszyli żuławskie bagna zaprowadzając tam wzorowe gospodarowanie ziemią. Mimo, że dochody amiszów w Ameryce zaliczane są do poziomu ubogich warstw ludności to jednak są oni w stanie nie tylko sami żyć dostatnio ale też wydatnie pomagać innym będącym w potrzebie. Po wojnie ich pomoc Polsce była ogromna (nie informowano nas o tym), zwłaszcza jeśli chodzi o żywność i rolnicze narzędzia. Skąd się to bierze? Wspominałem już omawiając strój amiszów, że ich zasadą życia jest unikanie rzeczy zbytecznych i marnotrawstwa. I to jest ów główny powód ich możliwości pomagania innym. Nie zmieniają strojów wolni od zdziczeń mody, ani mebli czy innych sprzętów, jeżeli stare jeszcze mogą służyć; kobiety nie malują się, nie zdobią się drogimi fryzurami, nie noszą biżuterii, prowadzą tryb życia w skrom­ności zabiegając o piękno charakteru. A nadzwyczajna ich pracowitość motywowana nie próżnością popisu posiadanymi dobrami lecz miłością do Boga i bliźnich daje błogosławione owoce. Postawa życia amiszów dobrze jest oddana popular­nym u nich powiedzeniem jednego z ich przywódców wczesnego okresu:

„Ostatecznym celem gospodarzenia nie jest wzrost plonów lecz kultywowanie i doskonalenie istoty ludzkiej”.

Lecz mimo, że nie wysokie zbiory są celem ich gospodaro­wania, to jednak Boże błogosławieństwo jest widoczne także w tym, że na ogół mają wysokie zbiory. Amiszów przybywa, głównie poprzez naturalny przyrost. Wiele wspólnot menonitów-amiszów unika korzystania z dobrodziejstw techniki, takich jak silniki elektryczne, traktory, samochody i wykorzystuje jako siłę roboczą głównie konie. Lecz w sytuacji wzrastającego zapotrzebowania na czystą żywność właśnie ich produkty zaczynają być coraz bardziej poszukiwane, ponieważ są hodowane na naturalnych nawozach.

Menonici-amisze z zasady nie korzystają z ubezpieczeń a rodzice czy chorzy mają zapewnioną serdeczną opiekę od własnych dzieci lub wspólnoty.

Amisze posiadają swoje szkoły, uczelnie biblijne, wydawnict­wa, biblioteki, misje, organizacje charytatywne; pielęgnują na wysokim poziomie śpiew (muzyki instrumentalnej raczej unikają) i swoistą sztukę dekoracyjną. Nie korzystają z telewizji uważając, że aczkolwiek sama technika telewizyjna jest naturalnym narzędziem, to jednak jest wychowawczo szkodliwa, już nie tylko przez w większości złą treść lecz przede wszystkim dlatego, że wytwarza postawę bierności, co jest sprzeczne z chrześcijańskim ideałem wychowawczym polegającym na rozwijaniu postawy aktywnej. Podkreślają, że „Człowiek Boży ma być doskonały, do wszelkiej dobrej sprawy dostatecznie wyćwiczony” (2 Tm 3, 17).

Wymownym świadectwem życia amiszów jest ich gazeta, wydawana od przeszło 100 lat, The Badget: ma zasięg na całą Amerykę. Trzy-czwarte dużych 30-tu stron poświecone jest informacjom o życiu poszczególnych rodzin w danej miejscowości. Dotyczą one pogody, powodzenia w gospodar­stwie, zdrowia, wysokości zbiorów, odwiedzin gości, planów i usprawnień w gospodarstwie, trudności, potrzeb itp. Inne rubryki poświęcone są takim tematom jak: wspomnienia o zmarłych, często podawane w poetyckiej formie literackiej, nazwiska i telefony osób, które ukończyły 80 lat życia, po­rady gospodarcze i kulinarne, ogłoszenia handlowe, wykazy aktualnych cen podstawowych produktów żywnościowych i przemysłowych, nowości z zakresu narzędzi rolniczych i usprawnień, nowości wydawnicze, akcje charytatywne, dział zaopatrzenia dzieci w ubrania i zabawki. Jak widać, gazeta stanowi ważny czynnik integrujący roz­siane po Ameryce wspólnoty amiszów. W gazecie nie ma informacji politycznych.

Ponieważ udzielanie sobie nawzajem pomocy jest jedną z głównych zasad życia menonitów-amiszów, szeroko realizowaną w praktyce (sąsiedzka pomoc w budowie, w zbiorach, w akcjach charytatywnych i misyjnych, częste zjazdy i liczne zgromadzenia religijne, zazwyczaj kończone wspólnymi posiłkami), każda jednostka ludzka jest powią­zana licznymi więziami przyjaźni i pomocy o trwałym charakterze. Stąd też amisze nie znają czegoś takiego jak samotność. Osoby starsze są otaczane głębokim szacunkiem i mają bardzo wielu dozgonnych przyjaciół.

Osiedla amiszów są obiektem wycieczek turystycznych, stanowią temat wielu naukowych badań socjologicznych oraz rozlicznych publikacji. Jako chrześcijanie cieszą się powszechnym szacunkiem (w U.S.A.) choć bywają niekiedy obiektem chuligańskich drwin lub kradzieży ze strony wyspecjalizowanych złodziei antyków.

Dla współczesnego świata stanowią szczególny ewenement. Dlaczego są tacy jak są, zdolni do niezależności od demora­lizujących wpływów współczesnej cywilizacji i do swoistego życia w czystości, skromności i pracowitości na rzecz słu­żenia bliźnim w potrzebie?

Odpowiedź jest jedna: oni naprawdę uwierzyli w Jezusa a Jego naukę i przykazania traktują na serio. I Bóg ich błogosławi. Żyją w ten swój sposób już ponad 400 lat. Lecz żyjąc w pełni na ziemi mają swój cel w niebie. Bo jak powiadają kto nie ma celu swego życia w niebie nie jest w stanie żyć pożytecznie i szczęśliwie na ziemi.

Jan Wierszyłowski




Wersja HTML Copyright (C) 2006 by Czytelnia Chrześcijanina